Eleanor Catton "Las Birnamski"

Po lekturze dwóch wyjątkowo przygnębiających powieści, "Końca"

Marty Hermanowicz i "Urodzin" Weroniki Murek,  potrzebowałam czegoś lżejszego. Mój wybór padł na "Las Birnamski" Eleanor Catton (Wydawnictwo Literackie 2024; przełożył Maciej Świerkocki). Od razu wyznam, że nie czytałam jej nagrodzonej Bookerem powieści "Wszystko, co lśni", bo, pamiętam, zniechęciły mnie wcale nie tak nieliczne krytyczne głosy. Zresztą w moich czytelniczych wyborach nie podążam za nagrodami. Owszem, nagroda może być, ale nie musi, zachętą do sięgnięcia po książkę. Dlaczego wobec tego jakiś czas temu kupiłam "Las Birnamski"? Bo zainteresował mnie temat. 

Muszę przyznać, że powieść spełniła powierzone jej zadaniaMiałam z tej lektury przyjemność, chociaż nie od początku, no i nie do samego końca. Po odłożeniu książki przyszło też otrzeźwienie i nieco bardziej krytyczne spojrzenie. Najpierw jednak parę słów wprowadzenia. 

Akcja  rozgrywa się w roku 2017 w Nowej Zelandii. Tytułowy Las Birnamski to nazwa ekologicznej organizacji, ogrodniczego kolektywu, którego członkowie, działając na granicy prawa, zajmują jakieś opuszczone tereny i sadzą tam rośliny, a potem sprzedają swoje plony. Pomysłodawczynią, założycielką i spiritus movens tej grupy jest dwudziestokilkuletnia Mira. Pomaga jej przyjaciółka, Shelley. Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy w jednym z parków narodowych dochodzi do trzęsienia ziemi w wyniku czego na pobliskiej przełęczy obsuwa się ziemia i zostaje zamknięta popularna wśród turystów droga. Burzy to plany właścicieli dużej farmy leżącej w okolicy, którzy chcieli rozparcelować ziemię i sprzedać ją deweloperowi pod budowę domów. Na razie nie ma mowy o tym interesie, bo ruch turystyczny zamarł, a zabezpieczenie osuwiska i odbudowanie drogi zajmie kilka lat. Mira dostrzega w tym szansę dla Lasu Birnamskiego, który stale jest pod kreską. A gdyby tak udało się niepostrzeżenie zająć ten duży teren i hodować tam rośliny na większą skalę? Zrobiła research - miejsce jest odludne, gospodarze rzadko odwiedzają swój dom, bo sami mieszkają w stolicy. Wyrusza na rekonesans. Nieoczekiwanie dla siebie zostaje przyłapana przez nieznajomego mężczyznę, który doleciał tam prywatnym odrzutowcem. Mężczyzna okazuje się amerykańskim miliarderem, który chce na tym terenie zbudować luksusowy bunkier na wypadek katastrofy. Wpłacił już zaliczkę za teren, co utrzymywane jest w tajemnicy. Po pierwszym spięciu zafascynowany bezczelnością Miry i kłamstwami, którymi zawsze posługuje się, kiedy zostanie przyłapana w podobnej sytuacji, nieoczekiwanie proponuje jej dil. Nie tylko pozwoli Lasowi Birnamskiemu uprawiać rośliny na terenie farmy, ale jeszcze zainwestuje w ten kolektyw ogrodniczy duże pieniądze. Takie o jakich nie śmieli nigdy marzyć. Mira wraca do domu i na zebraniu przedstawia członkom organizacji hojną propozycję. Czy zostanie przyjęta, o tym muszą zadecydować w demokratycznym głosowaniu. Postanawia zrobić wszystko, aby tak się stało, dlatego na wszelki wypadek nie mówi im wszystkiego. Jeśli komuś wydaje się, że streściłam powieść, to zapewniam, że nic takiego się nie stało. To zaledwie punkt wyjścia dla tego, co nastąpi dalej. I ja również zataiłam niektóre fakty, aby nie psuć przyjemności potencjalnym czytelniczkom i czytelnikom.

"Las Birnamski" określany jest przez wydawcę mianem psychologicznego thrillera i mogę się z tym zgodzić. Po nieco nudnawym i przegadanym początku, kiedy akcja na dobre zostaje zawiązana i rusza z kopyta, powieść rzeczywiście trzyma w napięciu. Zdarzenia obserwujemy naprzemiennie z kilku punktów widzenia - Miry, jej przyjaciółki Shelley, ich znajomego, niegdyś członka kolektywu, Tony'ego, owego miliardera Roberta Lemoine'a i małżeństwa, które jest właścicielem farmy. Stopniowo dowiadujemy się coraz więcej, poznajemy też stosunkowo szybko prawdziwe powody, dla których Robert Lemoine postanowił zainwestować w ogrodniczy kolektyw. A nie są to powody szlachetne. Tony, skłócony z członkami grupy, a przede wszystkim z Mirą, której zarzuca, że sprzedała ideały za pieniądze, postanawia wyświetlić sprawę. Początkowo napędza go gniew na bogaczy tego świata, którzy myślą tylko o sobie i wszystko mogą kupić, interes publiczny mając za nic, i polityków, którzy im to ułatwiają. Chce o tym napisać artykuł, marzy mu się zrobienie kariery. Kiedy jednak przybywa na miejsce, szybko odkrywa prawdę. Teraz Tony kierowany słusznym gniewem chce przy okazji wybić się materiałem śledczym. 

... i poczuł, jak przetacza się po nim walec wściekłości i rozpaczy z powodu bezwzględnego okrucieństwa późnego kapitalizmu, który nie tylko niszczy środowisko, instytucje obywatelskie, ideały intelektualne oraz polityczne, ale nawet gorzej, niszczy bowiem jego osobiste nadzieje na przyszłość - poczuł znajomy przypływ smutku i bezsilnej złości z powodu straceńczego, marnotrawnego, bezdusznego, narcystycznego i bezpłodnego egoizmu dzisiejszych czasów ...

Wszystko oczywiście się komplikuje - Tony jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, dochodzi do nieoczekiwanych wydarzeń, które mieszają szyki wszystkim, nawet amerykańskiemu miliarderowi. Ostatecznie rzecz idzie o to, czy Tony'emu uda się wyświetlić prawdę, czy wyjdzie cało z potyczki z wszechmocnym Robertem, który do swojej dyspozycji ma nie tylko bajeczne pieniądze, oddanych ludzi, ale i drony zwiadowcze, potrafi też znakomicie manipulować ludźmi i mieszać w Internecie. 

Powieść dostarcza wielu czytelniczych przyjemności, przede wszystkim oczywiście dlatego, że akcja trzyma w wielkim napięciu, a poza tym mnożą się tajemnice. Chciałam też oczywiście dowiedzieć się, jak ta historia się skończy. Muszę przyznać, że finał mnie zaskoczył, co oczywiście jest dodatkowym plusem. Wielką przyjemność sprawiały mi też opisy dzikiej przyrody, których jest tu trochę. Z radością śledziłam wędrówki Tony'ego po odludnych szlakach parku narodowego, wchodziłam w skórę Miry, która obozowała na odludziu. Jednym słowem czułam się tak, jakbym to ja tam była. Bardzo lubię takie przeżywanie powieści. 

Plusem są też oczywiście poruszane w książce problemy, ścieranie się różnych racji i poglądów. Na jakie kompromisy można iść? Czy dorosłość i skuteczne działania zawsze ich wymagają? Jak długo można być pięknoduchem żyjącym słuszną ideą, niedostrzegającym rzeczywistości? Jak daleko można się posunąć, aby przekonać innych do swoich racji? No i problemy, o których już wspominałam. Ochrona środowiska kontra wydobycie metali ziem rzadkich. Jaki koszt środowiskowy i ludzki jesteśmy gotowe i gotowi zapłacić, aby je mieć? A przecież są nam niezbędne. Zapisując te słowa w laptopie, też przecież z nich korzystam. No i jest to także opowieść o miliarderach, którzy mogą pozwolić sobie na wszystko, kupując polityków, manipulując ludźmi, mając ich za nic. Robert Lemoine to wyjątkowo bezczelny i odrażający typ.

Kolejną zaletą powieści są rozbudowane, pogłębione portrety bohaterek i bohaterów. Wnikamy w ich motywacje, poznajemy ich poglądy i relacje między nimi.

Jednak kiedy już skończyłam czytać, kiedy poznałam zakończenie i stwierdziłam, że jest zaskakujące, kiedy emocje opadły, przyszło otrzeźwienie. Otóż "Las Birnamskim" jest tylko, albo aż, znakomicie skrojoną i napisaną powieścią sensacyjną. Poruszane w książce problemy nie są przecież żadnym odkryciem, to po prostu dodatek, który nie przeszkadza czerpać przyjemności z lektury. Gdyby rzecz była na serio, powieść powinna czytelniczki i czytelników przeczołgać i zdołować. Może dlatego to zaskakujące zakończenie wydało mi się równocześnie nie pasować do całości. Jakby autorka chciała znowu dodać swojej powieści ciężaru, jaki niósł początek. Nie mam jednak pretensji do Eleanor Catton o to, że napisała thriller, bo może ktoś, kto się nad takimi problemami na co dzień nie zastanawia, zwabiony sensacyjną fabułą pomyśli sobie o tym przez chwilę. 

Popularne posty