Nieprzypadkowo w tytule pojawia się słowo puzzle, bo właśnie taka jest struktura tej książki. Historię rodziny Romiciów z Dubrownika, która zaczyna się jeszcze przed drugą wojną, a kończy w roku 2012, poznajemy niechronologicznie, bez żadnego porządku, podążając za różnymi bohaterami, a wszystko w krótkich rozdziałach. Najczęściej jest to ów brakujący kawałek rodzinnej historii, a z rzadka tło do obrazka - ot choćby obserwacja ptaków albo roślin w ogrodzie. Narracja na ogół trzecioosobowa, niekiedy przechodzi w pierwszoosobową, a czas przeszły miesza się z teraźniejszym. Dlaczego tak? Jaka reguła tym rządzi? Nie odgadłam, ale może to kwestia braku spostrzegawczości czy nieuważnej lektury.
Z takich puzzli mamy sobie stworzyć losy rodziny Romiciów zamieszkujących od kilku pokoleń rodzinny dom w Dubrowniku. A wszystko to na tle jugosłowiańskiej tragicznej historii - drugiej wojny, politycznych odwetów w czasach komunistycznych, a wreszcie dramatu po rozpadzie Jugosławii. Jeśli jednak ktoś obawia się makabrycznych obrazów, to spieszę uspokoić, że ich tu nie znajdzie. Chociaż dwaj bracia z najstarszego pokolenia związani z komunistyczną partyzantką Tity będą brali udział w wojnie, jeden zostanie na niej okaleczony, to wrócą z niej żywi i będą robić karierę w jugosłowiańskiej partii. Co nie znaczy, że śmierci w powieści nie ma. Przeciwnie, miałabym ochotę napisać, że trup ściele się gęsto, choć to nie kryminał ani powieść sensacyjna.
Nad Romiciami ciąży fatum - masowo popełniają samobójstwa, giną w tragicznych okolicznościach, umierają na raka, męcząc się okrutnie, a nawet znikają. Dotyczy to także postaci luźno związanych z rodziną. Właściwie chyba nikt nie umiera tam banalnie - ze starości, na serce czy z innej podobnej przyczyny. Dopiero najmłodsze pokolenie, brat i siostra, wymyka się tej klątwie i zamierza żyć. Szczególnie ona. Bo czy on i jego żona źle nie skończą, za to nie dałabym głowy. Natomiast Milena chce nie tylko żyć, ale również rozkoszować się życiem. Dlatego ucieka daleko, bo aż na Madagskar, z mężczyzną, który jest jej w zasadzie obojętny, ale umożliwia właśnie taką egzystencję.
Musiałam uciec daleko. Nie mogłam już znieść ojczyzny, Chorwatów i Serbów, ich niekończącej się wojny, kłótni, przepychanek. Mój ojciec jest Serbem, a matka Chorwatką. Co mam zrobić? Mam pójść w ślady mojej rodziny i targnąć się na swoje życie? O, nie. (...) Mam już wszystkiego dość. Scenariusz, który napisało życie, który dziedziczę, jest przeklęty. Już nie mogłam tego wszystkiego zdzierżyć. Powojenna mentalność zabiła całą moją rodzinę. Dziki kapitalizm.
Wprawdzie żyjąc na Madagaskarze, bez specjalnych wyrzutów sumienia korzysta z tego dzikiego kapitalizmu, co umożliwia jej biały przywilej, ale przynajmniej zdaje sobie z tego sprawę. Cóż zrobić, tak jest świat urządzony. Uciekając przed jednym złem, akceptuje inne.
Nienawidzę sama siebie, gdy patrzę na biedę, która mnie otacza. Ale co mam zrobić? Póki istnieje, istnieje. Próbuję być obojętna.
Czy zatem to rodzinne fatum związane jest z konkretnym miejscem w Europie, z Bałkanami? Tak zdaje się sugerować Milena. Ale czy rzeczywiście? Czy wszyscy samobójcy z tej rodziny targnęli się na swoje życie, bo byli chorzy z nienawiści do swoich współbraci, chorzy na swoją ojczyznę, a może na bałkańskość? Przecież nie. Prędzej na samotność, brak poczucia sensu, rozczarowanie. Smutek niczym mgła spowija bohaterki i bohaterów.
Tak chyba wygląda życie. Wszystko przychodzi i mija.
Naturą materii jest to, że przemija. Życie to tylko proces umierania. Straszne, kiedy się to zrozumie. My wszyscy, którzy przyszliśmy na ten świat w wymiarze materialnym, przyszliśmy po to, by umrzeć. To jedyna rzecz, którą musimy zrobić. W międzyczasie może uda nam się jeździć konno, wyjeżdżać na drogie wakacje i wychodzić na obiady rodzinne, może uda nam się kupić nowy dom, ale śmierć wyznacza kres. Czeka na nas może już za następnym rogiem. Rozkład.
A teraz czas najwyższy napisać, jaki mam problem z tą powieścią. Rzecz w tym, że taki sposób pisania, pokawałkowany, a na dodatek chłodny, spowodował, że nie potrafiłam się przywiązać do bohaterek i bohaterów, przejąć ich losami. Są mi obojętni. Przecież już o tym wszystkim czytałam, mam za sobą sporo literatury z tego regionu. Aby nie mieć poczucia jałowości, muszę albo obcować z bohaterkami i bohaterami z krwi i kości, albo z językową finezją, albo zostać zaskoczona jeszcze w jakiś inny sposób. Samo mieszanie czasów, postaci i wątków, jak się okazuje, nie wystarcza. Irytująca bywa też deklaratywność niektórych fragmentów, szczególnie wtedy, kiedy ktoś wypowiada się w swoim imieniu. Przykład powyżej.
A dlaczego puzzle? Czy tylko dlatego, że składamy sobie historię Romiciów fragment po fragmencie? Może także dlatego, że wszystko się powtarza i który kawałek byśmy nie wyciągnęli, zawsze będzie przyjemność i ból, szczęście i nieszczęście?
Wszystko się kręci, znika i mnoży w odmętach losu, w ciągach przypadkowości, przyjemności i bólu, szczęścia i nieszczęścia. W nieprzewidywalności. To jest życie.
Przewidywalne i nieprzewidywalne zarazem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz