Od jakiegoś czasu zbierałam się, aby przeczytać powieść "Moi
przyjaciele" Hishama Matara, amerykańskiego pisarza o libijskich korzeniach (libijsko-amerykańskiego?) (Czarne 2026; przełożyła Hanna Jankowska), a dokonało się, bo autor był gościem Festiwalu Conrada a ja miałam wybrać się na spotkanie z nim. Przyznam z wielkim wstydem, że byłam zupełnie nieświadoma faktu, iż w Polsce ukazały się dotąd trzy książki Hishama Matara. Dwie powieści w Smaku Słowa i jeden nonfic, "Powrót", coś na granicy wspomnień i reportażu, w wydawnictwie Czarne. Mało tego, kiedy zobaczyłam okładkę tej ostatniej pozycji, coś zaczęło mi świtać. I bingo! Leży sobie w głębinach mojego pierwszego czytnika i czeka, czeka, czeka. Teraz się wreszcie doczeka! No cóż, na usprawiedliwienie mam tylko albo aż to, że książek wychodzi tyle, no i kupuję tyle, iż trudno to wszystko ogarnąć. Chociaż to, co kupuję, jednak powinnam.Teraz kilka słów o pisarzu. Urodził się w roku 1970 w Nowym Jorku w rodzinie libijskiego dyplomaty. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Trypolisie, a potem w Kairze, dokąd uciekli jego rodzice w obawie przed prześladowaniami reżimu Kaddafiego. W roku 1990 jego ojciec został porwany z kairskiego mieszkania, wywieziony do Libii, gdzie trafił do więzienia. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. I właśnie "Powrót" jest nawiązaniem do tamtych wydarzeń. To opowieść o powrocie pisarza do Libii po upadku reżimu i o poszukiwaniach śladów ojca. No i o kraju dzieciństwa w okresie przełomu. Dodam jeszcze, że Hisham Matar studiował w Londynie, gdzie mieszka, był i jest wykładowcą na rozmaitych uniwersytetach, także amerykańskich.
Powieść "Moi przyjaciele" mocno stoi na tych dwóch nogach, libijskiej i londyńskiej. Głównym bohaterem i narratorem jednocześnie jest Chaled, który na początku lat osiemdziesiątych zeszłego wieku wyjeżdża z rodzinnego domu w Bengazi na studia do Edynburga. Jest zafascynowany literaturą od czasu, kiedy w libijskiej (a może arabskiej) odnodze BBC usłyszał krótkie debiutanckie opowiadanie Hosama Zowy. Opowiadanie to, o metodycznie, kawałek po kawałku, zjadanym przez kota mężczyźnie, który w końcu mówi nie, zrobiło wrażenie nie tylko na nim, ale także na jego rodzicach i siostrze. Było to zdarzenie o tyle niezwykłe, że tekst został przeczytany zamiast wiadomości przez znanego dysydenckiego libijskiego dziennikarza.
[opowiadanie] rzuciło długi cień na moje życie (...) jego bohater zaś wypowiedział jedno słowo, którego nikt z nas nie mógł wtedy wymówić, a które odczytane przez Mohammeda Mustafę Ramadana zostało nam na moment zwrócone: "Nie".
Chaled miał wyjechać na studia i wrócić, ale udział w demonstracji Libijczyków przed ambasadą ich kraju w roku 1984 zmienił wszystko. To wydarzenie autentyczne. Z okna ambasady padły strzały, jedenaście osób zostaje rannych, ginie brytyjska policjantka. W powieściowym świecie wśród rannych są Chaled i jego kolega, Mustafa, także libijski student, który namówił go do wyjazdu do Londynu na demonstrację. Bohater wspomina to wszystko i swoje dalsze losy w ciągu kilku godzin w roku 2016, kiedy to wędruje przez Londyn, wracając z dworca do mieszkania po pożegnaniu ze swoim przyjacielem ... Hosamem Zową, który razem z żoną i córeczką wyjeżdża na stałe do Stanów.
Jak wskazuje tytuł, jest to powieść o przyjaźni i ten wątek oczywiście przewija się przez całą książkę, ale mnie zainteresowała najbardziej sytuacja, w jakiej znalazł się Chaled, kiedy został ranny. To przypadek zadecydował o jego dalszym życiu. Gdyby nie Mustafa, na pewno nie pojechałby do Londynu na manifestację. Po prostu uległ bliskiemu koledze, który przyjacielem stanie się z czasem. Równie ważne było też to, aby powłóczyć się po Londynie. Taka przygoda. Niewiele brakowało, aby Chaled opuścił demonstrację, zanim doszło do strzałów. Zdecydowały minuty, a może sekundy, a jego los potoczyłby się innym torem. Lepszym? Gorszym? Upłynie wiele czasu, zanim bohater jakoś złoży się na nowo i krok po kroku ułoży sobie życie w Londynie. Nigdy już jednak nie będzie mógł wrócić do Libii, do rodzinnego domu, do ojca, matki i siostry.
Nigdy nie znajdę słów, którymi mógłbym wyjaśnić, co to znaczy być postrzelonym, nie móc wrócić do kraju albo zrezygnować ze wszystkiego, co według moich oczekiwań miało mnie w życiu spotkać, albo dlaczego czułem, jakbym tamtego dnia na St James's Squuare umarł i za sprawą jakiegoś groteskowego przypadku odrodził się w postaci nieszczęsnego osiemnastoletniego wyrzutka zostawionego samemu sobie w obcym mieście, gdzie nikogo nie zna i samemu sobie niewiele się przydaje, a wszystko, na co potrafi się zdobyć, to przeżyć kolejny dzień od początku do końca, i tak w kółko. (...) Teraz wiem, że właśnie na tym polega rozpacz (...)
Miną lata, zanim rodzice i siostra będą mogli odwiedzić go w jego nowej ojczyźnie. Miną miesiące, zanim zdecyduje się na pierwszy telefon. A rozmawiać trzeba ostrożnie, bo na pewno ktoś podsłuchuje. Czy rodzice wiedzą, co się stało? Film z demonstracji pokazywała reżimowa libijska telewizja, potępiając jej uczestników. Czy został rozpoznany? Przez kogo? Jak wytłumaczyć najbliższym, że nie może wrócić? A przecież bardzo tęskni.
Ale nadeszło święto Id al-Adha, a ja bardzo tęskniłem. Zapach topionego miodu i masła, kawy, herbaty i pomarańczy, głosy rodziców w kuchni wczesnym rankiem, pieniądze pod poduszką, nowe ubrania, słodycze w kieszeniach.
Zanim to jednak nastąpi, Chaled przejdzie przez czarny czas rozsypki i poczucia pustki. Znajdzie się w limbo.
Odchodząc, czułem, że cały jestem pusty w środku. Mimo to pustka wydawała się jakimś bytem. To sprawiło, że zapragnąłem uciec, jeszcze bardziej zagłębić się w siebie, w tę zimną nicość, aż po samo dno, powodowany tym, czymkolwiek to jest, co kusi nas do zadawania bólu, nagryzania bolącego zęba, choć wiemy, że należy zostawić go w spokoju.
A kiedy wstawał dzień, byłem znów w rozsypce, rozszczepiony w środku, rozpadałem się. Nie byłem człowiekiem, lecz zbiorem elementów, które każdego dnia trzeba złożyć na nowo.
Jaki jest jego status w Anglii? Czy ma się bać? Co ma robić dalej? Za co żyć, kiedy skończą się podarowane przez tajemniczego mężczyznę pieniądze? Kim był ten mężczyzna, który odwiedził rannych w szpitalu? Przyjacielem czy wysłannikiem reżimu? Nieufność wobec swoich spotykanych na obczyźnie będzie mu już towarzyszyła latami. Nie tylko jemu. Inni libijscy imigranci również podszyci są tym samym uczuciem. Kiedy po latach w Paryżu Chaled zupełnie przypadkowo spotka swojego idola, Hosama Zowę, nieufność i strach będą stale towarzyszyć ich pierwszym rozmowom przy kawiarnianym stoliku. Zostali nimi zainfekowani przez autorytarny reżim.
To właśnie dzięki przyjaciołom Chaled wydźwignie się z tego stanu beznadziei, niemocy i zawieszenia. Najpierw pomoże mu Rana, studentka z Libanu, z którą zaprzyjaźnił się jeszcze w Edynburgu. Był taki czas, kiedy myślał o niej jako o kimś więcej, ale ani on, ani ona nie odważyli się przekroczyć granicy przyjaźni. Po latach Chaled odwdzięczy się jej, kiedy to ona będzie potrzebowała wsparcia. Potem pomógł mu jego profesor literatury z Edynburga. To dzięki jego radom otrząśnie się z marazmu i krok po kroku ułoży sobie życie. Zostanie jednak outsiderem i samotnikiem. Bo chociaż do jego życia wróci Mustafa, a potem pojawi się w nim Hosama i ta trójca przez lata będzie się regularnie spotykać przy kawiarnianym stoliku, to jednak ja miałam wrażenie, że żadnemu z nich nie uda się wniknąć w jego osobność. Dlatego żachnęłam się, kiedy prowadzący spotkanie z pisarzem tak mocno złączył tę powieść z tematyką przyjaźni. Oczywiście nie można od niej abstrahować, ale jednak coś we mnie protestuje, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę zakończenie. W każdym razie nie jest to taka przyjaźń zastępująca więzy rodzinne, o jakiej opowiadali na tym samym festiwalu trzej francuscy pisarze i intelektualiści, Didier Eribon, Edouard Louis i Geffroy de Lagasnerie, autor eseju "We trzech. Dążenie, by wyjść poza. Pochwała przyjaźni".
Napisałam wcześniej, że nigdy nie będzie mógł wrócić do kraju. Ale to nie do końca prawda, bo kiedy wybuchnie arabska wiosna, wszystko się zmieni. A jednak się nie zdecyduje, bo tamte silne przeżycia związane z udziałem w demonstracji tak go naznaczą, że będzie się bał kolejnego chaosu w swoim życiu, które z takim trudem poskładał.
Życie, które sobie tutaj ułożyłem, jest w delikatnej równowadze. Muszę się go trzymać obiema rękami. Innego w tej chwili nie mam. Musiałbym je porzucić i choć tego pragnę, obawiam się, że nie potrafiłbym ułożyć sobie życia na nowo, nawet na bazie dawnego.
... nie mogę wrócić do tego, do czego wrócić chcę, bo zmieniło się zarówno miejsce, jak i ja sam, a świat, który sobie tutaj zbudowałem, jest może mały i skromny, ale zagarnął wszystko, co miałem, i boję się, że jeśli stąd wyjadę, opuści mnie wola powrotu i potem znów się zagubię, co już poznałem na własnej skórze, więc zrobię wszystko, żeby znów tego nie przeżyć, i że nie wiem, czy to tchórzostwo czy odwaga, nie obchodzi mnie, zdecydowałem, nie podejmując decyzji (...), że będę żyć dniem dzisiejszym, chodzić spać wtedy, kiedy jest mi wygodnie, i wstawać na czas, żeby zdążyć do pracy i zajmować się ludźmi, którzy są ode mnie zależni.
A może nigdy nie czuł w sobie tego rewolucyjnego ducha? W przeciwieństwie do Mustafy, który namówił go na udział w manifestacji. Bo inaczej postąpią jego przyjaciele. Oni nie tylko wrócą, ale czynnie wezmą udział w fermencie zwanym arabską wiosną i w wojnie domowej, która będzie w Libii jej konsekwencją.
Bardzo ciekawą postacią, postacią zagadką, jest ten trzeci, starszy kilka lat od Chaleda i Mustafy Hosama Zowa. Człowiek mający w sobie jakiś przyciągający innych magnetyzm, jednocześnie zdystansowany, nieco zamknięty w sobie, tajemniczy, dający się porwać obsesjom, włóczykij niepotrafiący nigdzie dłużej zagrzać miejsca. Dlaczego przestał pisać? Bo nie potrafił być pisarzem libijskim, nie mieszkając w Libii? Czy wrócił do ojczyzny po wybuchu arabskiej wiosny i mocno zaangażował się w wydarzenia, bo miał nadzieję, że znowu będzie mógł tworzyć? A może była to ucieczka od związku, który się wypalał? Jest w powieści taki delikatny trop, chociaż trudno przesądzić.
Bardzo dobra, bardzo interesująca powieść. Na pewno sięgnę po "Powrót", który, jak się okazało, mam, a kiedyś wypożyczę z biblioteki inne, dwie wcześniej wydane, powieści Hishama Matara.











