Dziś pierwsza część refleksji o lekturach, po które sięgnęłam w czasie mojej wakacyjnej podróży. Tym razem udało mi się przeczytać aż trzy powieści, przyznaję, niezbyt długie, a jedną tuż przed wyjazdem. Dołączam ją jednak do tego sprawozdania, bo w ferworze przygotowań nie zdążyłam już o niej napisać, a i wybrałam ją już pod kątem regionu, w który się wyjeżdżałam. Bo zawsze w podróż staram się zabrać książki z miejsc, które odwiedzam albo przynajmniej jakoś im pokrewnych. Tym razem z braku laku to ten drugi przypadek. Takie pisanie po czasie obarczone jest oczywiście wadami, bo pamięć sprawia, że coś umyka, a i refleksja nie taka świeża. Z drugiej strony te niedoskonałości dobrze weryfikują lekturę, bo jeśli książka siedzi we mnie mocno mimo upływu czasu, to znaczy, że przynajmniej dla mnie była to rzecz ważna. Coś we mnie poruszyła. Mimo wszystko jeśli po wakacyjnej podróży nie znajdowałam czasu, aby podzielić się tu refleksjami, zawsze tego żałowałam. Dość wstępu, czas przejść do rzeczy. Książki pojawią się w kolejności, w jakiej po nie sięgałam.
A więc na pierwszy ogień idzie powieść przeczytana tuż przed
wyjazdem. To "Niedobry zwyczaj" Alany S. Portero (Filtry 2025; przełożyła Agata Ostrowska). Muszę przyznać, że ta lektura pewnie by mi umknęła w powodzi tego, co się wydaje, gdyby nie audycja radiowa jej właśnie poświęcona. No i znowu szczęśliwemu przypadkowi zawdzięczam książkę ciekawą, ważną i poruszającą. Może to nie odkrycie na miarę "Drżę o ciebie matadorze" chilijskiego pisarza Pedro Lemebela, "Naszych dni wczorajszych" Natalii Ginzburg czy "Dziewczyny na via Flaminia" Alfreda Haeysa, ale naprawdę rzecz jest interesująca i poruszająca. A wspomniane w poprzednim zdaniu książki należą do kategorii odkryć, które wywarły na mnie ogromne wrażenie, a o których dowiedziałam się trochę z przypadku, bo było o nich cicho. Oczywiście jest jeszcze pokrewna kategoria - książek bardzo ważnych, o których jest cicho, a które wybrałam świadomie, śledząc na przykład wydawnictwo. To przypadek "Imion Krymu" Anastasiji Lewkowej. Sorry za tę dygresję, ale dawno nic mnie w światku literackim tak nie zirytowało, a miałabym ochotę użyć tu słowa niecenzuralnego, jak prześlepienie przez szanowne recenzentki i szanownych recenzentów zajmujących się pisaniem o książkach zawodowo tej świetnie napisanej i super ważnej powieści. Wiem, wiem, nowości wychodzi tyle, że nikt nie jest w stanie tego ogarnąć, ale wydaje mi się, że przynajmniej ludzie zajmujący się pisaniem o literaturze z oczywistych względów powinni mieć radar nastawiony na literaturę ukraińską. Dobra, dość wzmożenia, wracam do "Niedobrego zwyczaju".Akcja powieści osadzona jest w Madrycie w latach osiemdziesiątych w czasach transformacji po śmierci Franco. To wtedy rozbłysła gwiazda Pedro Almodovara, to wtedy Madryt stał się miejscem, w którym to, co w sferze obyczajowej dotąd tłamszone, mogło swobodnie wybuchnąć. A przynajmniej w niektórych dzielnicach i w niektórych środowiskach. Piszę to nieprzypadkowo, bo właśnie o tym traktuje ta książka. Jest to opowieść Alex, dziewczynki uwięzionej w ciele chłopca, która wychowuje się w robotniczej dzielnicy San Blas. A tam o takich sprawach się milczy, bo nie jest tak, że ich nie ma. Powieść można zaliczyć do kategorii bildungsroman, czyli rzeczy opowiadających o dorastaniu i kształtowaniu siebie, swojej tożsamości. Tak jest i w tym przypadku. Alex, bohaterka i narratorka, opowiada swoją historię z perspektywy czasu. Zaczyna ją od momentu, kiedy była kilkuletnią dziewczynką, kończy, kiedy po wielu perypetiach, także tragicznych, całkowicie akceptuje siebie i wreszcie wychodzi z szafy. A nie był to proces łatwy. Nie tylko ze względu na środowisko, w jakim się wychowywała, ale także z powodu jednego tragicznego zdarzenia, które ten proces na wiele lat zahamowało.
Co poza problemami, z jakimi musi się zmierzyć transdziewczynka i transkobieta, sprawiło, że ta powieść we mnie zostanie? No bo to akurat jest oczywiste. W końcu po to, aby poznać odmienne doświadczenia nijak nieprzystające do naszych, sięga się po takie książki. Ale czy jest coś jeszcze? Tak. Dla mnie bardzo interesujący był obraz robotniczej dzielnicy San Blas, w jakiej wychowywała się Alex, i obraz jej rodziny. Dlatego szczególnie zainteresowała mnie pierwsza część powieści, w której narratorka portretuje swoje otoczenie - rodziców, brata, sąsiadów, a zwłaszcza sąsiadki. A jest tu kilka postaci barwnych i wzruszająco nakreślonych. Mieszkańcy tego robotniczego osiedla tworzą wspólnotę, która się wspiera. Zwłaszcza kobiety. I chociaż o wielu sprawach się milczy, o przemocy domowej, o wszelkiej maści odmieńcach takich jak Alex, to jednak ofiary tej pierwszej mogą liczyć na pomoc kobiet, a odmieńcy na cichą akceptację bez nazywania istoty rzeczy i wgłębiania się w problem. Celowo użyłam tu słowa odmieniec, bo tak są tam takie osoby postrzegane. Chociaż Alex nie odważa się mówić o swojej kondycji głośno w otoczeniu najbliższych, kryje się w szafie, to ciepło pisze o swojej rodzinie. Nawet o matce, która chyba domyśla się, że Alex nie jest takim chłopcem jak jej starszy syn, więc na wszelkie sposoby stara się podkreślać i budować w nim męskość. Bardzo zainteresowały mnie też oczywiście problemy klasowe, o jakich opowiada ta książka. Praca ojca w fabryce, działalność w związkach zawodowych, strajki, harówka matki, która dorabia sprzątaniem, trudności wynikające z biedy i pozostawienie tych ludzi na marginesie. No i jeszcze jedno, coś, na co jestem wrażliwa - piękny, oryginalny, nieprzezroczysty język, jakim ta powieść jest napisana.
Pierwszą powieścią, po którą sięgnęłam w drodze, był "Czerwony
kwiecień" Santiago Roncagliolo (ArtRage 2026; przełożył Tomasz Pindel). Od momentu, kiedy przeczytałam jego "Noc szpilek", chciałam wypożyczyć z biblioteki "Czerwony kwiecień", który ukazał się kiedyś w innym wydawnictwie i oczywiście był już niedostępny. Na szczęście zanim to zrobiłam, ArtRage, który pozostaje wierny autorkom i autorom, wznowił tę powieść peruwiańskiego pisarza. A chciałam ją przeczytać nie tylko dlatego, że podobała mi się "Noc szpilek". Oczywiście słowo podobała się w wypadku takich wstrząsających książek nie jest najlepsze. Są przynajmniej jeszcze dwa powody. Jeden to moje zainteresowanie Ameryką Łacińską, w tym Peru, a drugi to okres, o jakim ta powieść opowiada. A jest to rok 2000, kiedy właśnie zasadniczo uporano się ze Świetlistym Szlakiem, i zbliżają się kolejne wybory prezydenckie. Wystartuje w nich ponownie Alberto Fujimori, którego rządy przyczyniły się do znacznego ograniczenia działalności tej brutalnej maoistowskiej partyzantki terroryzującej kraj w imię szlachetnych ideałów. Użyłam słowa zasadniczo, bo nie wszędzie problem został rozwiązany. Większość kraju wolna już jest od terroru, ale na prowincji, a zwłaszcza w okolicy andyjskiej miejscowości Ayacucho wciąż jeszcze dochodzi do rozmaitych incydentów. To region, który, jak sprawdziłam, bardzo ucierpiał w tamtych czasach.Bohaterem "Czerwonego kwietnia" jest zastępca prokuratora okręgowego Felix Chacaltana Saldivar, który po śmierci matki i po rozwodzie wraca z Limy do rodzinnego miasta. To dziwna decyzja, bo wielu przedstawicieli aparatu władzy najchętniej by stamtąd uciekło, traktują pracę w tym miejscu jak zesłanie. Dziwny jest też główny bohater. Rozmawia ze zmarłą matką, jest służbistą, wypiera dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa, zwierzchnicy traktują go lekceważąco. Zostaje mu przydzielona sprawa okrutnego morderstwa. Wkrótce okaże się, że dojdzie do całej serii równie makabrycznych zbrodni. Czy stoi za nimi Świetlisty Szlak? Władze za wszelką cenę wolą udawać, że tak nie jest, szczególnie, że zbliża się Wielki Tydzień, na który do miasta ściągnie tłum turystów pragnących oglądać znane w Peru obchody, no i mają odbyć się wybory, których nic nie powinno zakłócić. Felix Chacaltana Saldivar nieoczekiwanie dla siebie, wbrew woli przełożonych, którym zazwyczaj jest posłuszny, postanowi rozwikłać zagadkę tych morderstw.
Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia dotyczące tej powieści. Najpierw o tym, co mi się bardzo podobało i wciągnęło bez reszty. Oczywiście sama intryga. Trzeba przyznać, że akcja trzyma w napięciu, wszystko się wikła, następują nieoczekiwane zwroty. Im dalej w las, tym bardziej byłam ciekawa, jak to wszystko się skończy. Poza tym oczywiście interesowało mnie tło polityczne, o czym już wspominałam. Najbardziej jednak przypadło mi do gustu to, że odnajdywałam w tej powieści echa książek mojego ulubionego latynoskiego pisarza, i w ogóle jednego z najbardziej ulubionych, Mario Vargasa Llosy. Szczególnie dwóch. Nie wiem, na ile to odwołania świadome, a na ile moje luźne skojarzenia. Jedna to "Lituma w Andach". I nie chodzi tylko o to, że akcja tej powieści też nawiązuje do działalności Świetlistego Szlaku, chociaż opowiada o czasach, w których ta lewicowa partyzantka była cały czas niebezpieczna. Podobna jest atmosfera napięcia, osaczenia. Bohater znalazł się w matni tak jak Lituma i jego pomocnik pilnujący andyjskiej osady, w której mieszkają robotnicy budujący drogę. Akcja obu powieści toczy się w górach na głębokiej prowincji, w regionach, o których Lima najchętniej by zapomniała. Poczucie osamotnienia, opuszczenia, bezradności bohaterów wobec tego, co się dzieje, jest w obu powieściach dojmujące. Odnajduję tu też jakąś dzikość wiążącą się z wierzeniami rdzennej ludności. Natomiast podobieństwo do "Pantaleona i wizytantek" dostrzegam w konstrukcji bohaterów. Obaj są służbistami, co powoduje, że powieści mają rys groteskowy. O ile pamiętam, a czytałam bardzo dawno i na pewno wkrótce zrobię to ponownie, groteski w książce Llosy jest znacznie więcej. W "Czerwonym kwietniu" robi się znacznie dramatyczniej.
Co w takim razie sprawiło, że mam mieszane uczucia? Tylko jedno - zakończenie, rozwiązanie zagadki. Wydało mi się po prostu nazbyt wydumane. Wydarzenia już tak się pokomplikowały, poobracały, że się w tym wszystkim pogubiłam. Odłożyłam powieść z poczuciem nadmiaru. Może to, kto ostatecznie stał za tymi zbrodniami, nie wydałoby mi się nieprawdopodobne, gdyby nie tyle poprzednich tropów i zwrotów akcji. Mimo to lektury nie żałuję i na pewno będę po książki Santiago Roncagliolo sięgać. W szczególności po jego reportaż o Świetlistym Szlaku, który czeka już w czytniku.








