Z braku czasu na wszystkie książki, które chciałabym przeczytać,
rzadko sięgam po literaturę gatunkową. Musi być do tego jakiś bardzo ważny powód - poruszany temat, tło społeczne, miasto, w którym toczy się akcja. Jednym słowem taka powieść ma mi dać odrobinę więcej niż tylko czystą rozrywkę. I to właśnie z tych powodów zdecydowałam się przeczytać "Revolterium" Bernarda Gromka (Znak Literanova 2026).Ta powieść to dość późny debiut, jej autor dotąd z literaturą miał niewiele wspólnego, pisał teksty dla zespołu tworzącego krakowską alternatywną scenę muzyczną, w którym występuje po godzinach, bo na co dzień po prostu pracuje. O książce zrobiło się głośno, wysłuchałam dwóch rozmów z pisarzem, ale oczywiście nie to mnie zachęciło. Przecież nie sięgam po każdy tytuł, który wypada z przysłowiowej lodówki. Otóż magnesem okazał się Kraków, w którym rozgrywa się akcja powieści, i wydarzenia historyczne, wokół których osnuta jest intryga. Bernard Gromek wędruje do połowy XIX wieku i opowiada o kilku tygodniach roku 1848, kiedy to w Europie wybuchają rewolty zwane Wiosną Ludów. Liczne retrospekcje sięgają dwa lata wstecz do powstania krakowskiego i rabacji galicyjskiej. O powstaniu i rabacji oczywiście wiedziałam, natomiast o tym, że cokolwiek działo się w Krakowie w roku 1848 nie miałam pojęcia.
Muszę przyznać, że początkowo zastanawiałam się, czy nie odłożyć książki. Wydawało mi się, że nie przebrnę przez nagromadzenie brutalności i dosadny język, jakim posługują się bohaterowie. Popularnego i dziś przekleństwa skierowanego do osobnika płci męskiej, oczywiście w wersji z epoki, a więc rozdzielonego na dwa osobne wyrazy i bez głoski s na początku, używają tu jak przecinka wszyscy mężczyźni niezależnie od stanu. Zastanawiam się nawet, czy to wówczas było rzeczywiście przekleństwo. Że powieść nie będzie grzeczna, wiedziałam, bo promując ją, pisano i mówiono o tym, że Kraków jest tu brudny i śmierdzący. Stopniowo przyzwyczaiłam się jednak i do brutalności, i do niepięknego języka, jakim posługują się bohaterowie, a ponieważ dość szybko wciągnęła mnie sensacyjna historia i chciałam wiedzieć, co dalej, więc nie porzuciłam "Revolterium", tylko z wielką przyjemnością, nie bacząc na ciężar egzemplarza wypożyczonego z biblioteki, pochłaniałam kolejne rozdziały.
Akcja powieści zaczyna się wczesną wiosną, kiedy główny bohater, Maks Krom, w grupie wielu innych politycznych opuszcza krakowskie więzienie, w którym spędził dwa lata po klęsce powstania krakowskiego. Uwolnionych witają tłumy, wszak to bohaterowie, miasto w obliczu tego, co dzieje się w Europie, jest zrewoltowane, a atmosfera gorąca. Jednak Maks nie ma ochoty na politykę, nie chce się już w nic angażować, pragnie zająć się własnym szczęściem. Najchętniej wyjechałby za ocean, gdzie, jak słyszał, można za bezcen kupić kawałek ziemi i zacząć nowe życie. Ale do tego potrzebne są pieniądze. Na szczęście on wie, jak je zdobyć. Musi tylko odnaleźć w okolicach Gdowa, gdzie rozegrała się tragiczna bitwa powstania krakowskiego, której wspomnienia wciąż do niego wracają, zakopaną w ogrodzie dworu państwa Chłapowskich skrzynię z pieniędzmi podarowaną krakowskim powstańcom przez górników z Wieliczki. Jak się dowiedziałam z rozmów z autorem, rzeczywiście taka skrzynia, zwana salinarną, istniała. Tymczasem na te pieniądze ostrzy sobie zęby nie tylko Maks. Chce je zdobyć jego przyjaciel z czasów paryskich i powstania krakowskiego, wydziedziczony hrabia Hipolit Zdański. Pieniądze potrzebne są mu na stworzenie partii popierającej idee Marksa, którymi się zafascynował. Chcą je też zdobyć ci, którzy mają przedostać się na zrewoltowane Węgry, aby wspomóc tamtejszą rewolucję. No i wreszcie szuka ich przybyły z Paryża przedstawiciel świeżo utworzonego Komitetu Narodowego żądającego swobód obywatelskich dla mieszkańców miasta.
I właśnie wokół odnalezienia salinarnej skrzyni zbudowana jest akcja powieści. Maks i Hipolit działają razem, wplątując się w niezłą awanturę. Czyhają na nich liczne niebezpieczeństwa, miejscowa policja, ci, którzy chcą zdobyć pieniądze i zwyczajne zbiry. Nie wiadomo, komu można zaufać, a kto wróg. Bywa, że i siebie nawzajem podejrzewają o nielojalność. Wydarzenia gnają, zwrot akcji goni zwrot akcji, przeszkód po drodze mnóstwo. Wiadomo, że ktoś z tej zawieruchy ocaleje, ale ktoś pewnie zginie, bo trup ściele się tu gęsto. Życie ludzkie niewiele jest warte w tak zrewoltowanym świecie, a bohaterowie nie są szlachetnymi postaciami.
Rzeczywiście Bernard Gromek odziera tamten świat i tamtych bohaterów z romantycznej niewinności. Bliżej mu zdecydowanie do Gombrowicza niż do Sienkiewicza. Obie rewolty, i ta z roku 1846, i ta z 1848, a już szczególnie rabacja galicyjska, są brutalne. Nie wszyscy kierują się wzniosłymi ideałami. Często za gębą pełną patriotycznych i demokratycznych frazesów kryje się cynizm. Do tego dochodzi nieudolność, niczym nieuzasadniony hurraoptymizm, wszak wiadomo, ja z synowcem na czele i jakoś to będzie.
Co jeszcze sprawiło, że z czystym sumieniem mogę polecić tę powieść jako coś więcej niż tylko świetną rozrywkę? Dla mnie jest to obraz Krakowa z połowy XIX stulecia, mojego miasta. Z ogromną przyjemnością czytałam o miejscach, które dziś stanowią ścisłe centrum, a wtedy były jakimiś okropnymi, śmierdzącymi przedmieściami, pełnymi błota, bagien, szuwarów porastających nieistniejące już drugie koryto Wisły (dziś w tym miejscu pomiędzy starym miastem a Kazimierzem jest dwupasmowa ulica z pasem plant pośrodku). W zdumienie wprawiła mnie informacja o tym, że znajdujący się w centrum miasta Plac na Groblach, gdzie mieści się najstarsze krakowskie liceum, w tamtym czasie był zakazanym, bagnistym miejscem. Skądś się w końcu ta nazwa musiała wziąć. Być może karczma, gdzie załatwiano ciemne interesy, jest wytworem wyobraźni autora, ale podmokły, odludny teren już nie. Z przyjemnością sprawdzałam w sieci nazwy nieistniejących już dziś parków i ogrodów, w których spotykają się bohaterowie.
Oczywiście bardzo interesujące było tło historyczne. O bitwie pod Gdowem nie miałam pojęcia, albo nigdy się o niej nie uczyłam, albo zapomniałam, ale szczególnie ciekawy był dla mnie obraz zrewoltowanego Krakowa z okresu Wiosny Ludów. Z lekcji historii pamiętam tylko, że coś się działo w tamtym okresie w zaborze pruskim, ale w Krakowie? Tymczasem w mieście wrzało, powstał Komitet Narodowy, a wreszcie doszło do zamieszek i starcia z demonstrantami. Na ulicach pojawiły się barykady, a wszystko skończyło się bombardowaniem z armat znajdujących się na wzgórzu wawelskim. Było wielu zabitych, a ich pogrzeb przerodził się w milczącą demonstrację patriotyczną. W skali wydarzeń europejskich to nieznaczący epizod, ale inaczej wyglądał z perspektywy mieszkanek i mieszkańców Krakowa.
Chociaż głównymi bohaterami są mężczyźni i sama powieść należy raczej do kategorii chłopackich, to jednak chwali się autorowi, że pojawiają się na jej kartach silne, znaczące kobiety. Dwie z nich odgrywają dużą rolę w powieści, szczególnie jedna jest bardzo sprawcza, tajemnicza i ... niebezpieczna, druga choć pozornie może się wydawać taką trochę sienkiewiczowską bohaterką, a więc kwiatkiem do kożucha męskiego bohatera, w rzeczywistości taka nie jest. No i trzecia, bardziej epizodyczna, ubiera się po męsku, pali cygara, wydaje rozkazy, strzela z broni palnej, okazuje się silniejsza w starciu z facetem, no i śmiało sobie poczyna w sferze erotycznej. Może to wykalkulowane, pewnie dziś już nie bardzo wypada pisać inaczej, ale jest.
Jeśli do czegoś miałabym się przyczepić, to do stereotypowego pokazania dwóch głównych bohaterów. To, jacy są pokręceni, ma oczywiście swoje źródła w traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, które są wątpliwą zasługą patriarchalnej męskości. No ale to przecież powieść gatunkowa, więc pewien schematyzm jest koniecznością.
Naprawdę warto sięgnąć po "Revolterium" Bernarda Gromka. Świetnie się czyta, no i jest czymś więcej niż tylko bardzo dobrym czytadłem. Na wszelki wypadek jeszcze raz ostrzegam - to brutalny świat, sporo tu scen przemocy i plugawego języka.
PS. Miała być krótka notka połączona z drugą poświęconą "Gołoborzu" Macieja Siembiedy, które już wkrótce zacznę czytać. Tymczasem wyszło całkiem sporo, i to po kilku dniach od odłożenia książki, więc o "Gołoborzu" będzie osobno.









