Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milan Kundera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milan Kundera. Pokaż wszystkie posty

Milan Kundera "Nieznośna lekkość bytu"

"Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery (W.A.B. 2014; przełożyła

Agnieszka Holland) to jego trzecia powieść, którą przeczytałam w ramach nadrabiania karygodnych zaległości. Z tymi karygodnymi to celowa przesada, bo już dawno zrozumiałam, że nie da się poznać ani całej klasyki, a Kundera takim klasykiem już jest, ani wszystkich nowości wartych lektury. Przestałam uważać, że coś powinnam albo muszę. Czytam, co chcę i co mnie interesuje. Nie ukrywam, że po twórczość Milana Kundery postanowiłam sięgnąć, kiedy po jego śmierci wysłuchałam dwóch ciekawych rozmów jej poświęconych. Nie zamierzam jednak czytać wszystkiego. Podążam za rekomendacjami i gustem Aleksandra Kaczorowskiego, znakomitego znawcy czeskiej literatury i kultury. Czegoś trzeba się trzymać. "Nieznośna lekkość bytu" to wyjątek na mojej liście książek czeskiego pisarza, którą sobie sporządziłam po wysłuchaniu wspomnianych rozmów. Dlaczego? Bo jako jedyną czytałam ją już kiedyś. Jest więc to moje ponowne z nią spotkanie, z pierwszego niewiele zostało - zarys fabuły i sylwetek trojga głównych bohaterów, świadomość, że mi się podobała.

Kundera wraca tu do swoich ulubionych tematów, którymi są splot indywidualnego losu z Historią, niszczenie jednostki przez reżim komunistyczny, rola przypadku, nad którą w sposób szczególny zastanawia się w tej powieści. Wraca też do swojej ulubionej formy - mamy kilkoro bohaterów, tym samym zdarzeniom przyglądamy się z różnych perspektyw. Za to znacznie więcej jest w "Nieznośnej lekkości bytu" fragmentów eseistycznych czy nawet rozważań filozoficznych. Przyznaję, pewnie nie po raz pierwszy, że filozofia to moja nieodwzajemniona miłość. No może miłość to zbyt duże słowo, w każdym razie bardzo bym chciała jakoś ją liznąć, ale zawsze okazuje się, że to nie na moją to głowę. Wszelkie próby kończą się fiaskiem. Dlatego i tu niektóre fragmenty, szczególnie te z przedostatniego rozdziału, a właśnie tam jest ich najwięcej, nieco mnie nużyły, bo podążanie za myślą pisarza nie do końca było łatwe. Ale też bez przesady, da się przez nie przejść i naprawdę warto czytać do końca.

Historia chirurga Tomasza, jego żony Teresy, kochanki Sabiny i kilku jeszcze drugoplanowych, chociaż też istotnych, postaci, myślę tu szczególnie o Franzu, który przez jakiś czas związany był z drugą z tych kobiet, wpisana została w opozycję ciężaru i owej tytułowej lekkości bytu, którą wywiódł Kundera od idei wiecznego powrotu Nietzschego i od Parmenidesa. Przymiotnik nieznośna jest już wkładem samego pisarza. Czy ktoś jeszcze nie zajmował się tą antynomią, pojęcia nie mam, trudno zakładać, żeby nie. W skrócie, gdyby przyjąć, że wszystko powraca, nasze życie, każdy nasz czyn byłby obciążony ciężarem odpowiedzialności. Ponieważ nie wraca pojawia się ta lekkość. Z drugiej strony dopiero ciężar sprawia, że nasze życie staje się prawdziwsze, bardziej realne, bardziej je odczuwamy, lekkość oznacza ulotność, odebranie wagi. Co w takim razie lepsze? Ciężar czy lekkość? Nietzsche wybiera ciężar, a Parmenides lekkość. Referuję za Kunderą, jeśli coś przekręciłam, czegoś nie zrozumiałam, z góry przepraszam. W to wszystko wplata też autor rolę przypadku. Teresa pojawiła się w życiu Tomasza w wyniku splotu okoliczności - musiał nastąpić szereg przypadków, aby się spotkali, z tak różnych światów byli. On, wykształcony chirurg z Pragi, który świadomie porzucił żonę i syna, aby skakać od kochanki do kochanki i oddać się pracy. Cóż, w prawdziwym życiu nazwalibyśmy go pewnie seksoholikiem, ale pisarz nadaje jego niepohamowanej skłonności do kobiet głębsze znaczenie. Ona, kelnerka z prowincji, bez wykształcenia, doświadczona przez dom rodzinny, zakompleksiona, ale, jak się później okaże, zdolna i wrażliwa. Nie jest odpowiednikiem Łucji z "Żartu". Czy wybierając ją, wybrał ciężar? Czy ją skrzywdził, bo zdradzał, chociaż tylko fizycznie? W tych skokach w bok nie było przecież żadnych uczuć, kochał ją. Ale ona odczuwała je boleśnie. A może to ona skrzywdziła jego, kiedy  wróciła z Genewy do Pragi, gdzie wyemigrowali po upadku praskiej wiosny, a on po jakimś czasie wyjechał za nią? Gdyby został, nadal byłby chirurgiem, a chirurgia była dla niego wszystkim, czymś, co wybrał świadomie, w czym się spełniał. W Pradze po jakimś czasie skończył, myjąc szyby. Ale to było przecież wynikiem jego przypadkowego chwilowego zaangażowania się w politykę. Gdyby stał z boku, może nie musiałby odchodzić ze szpitala. Nad tym wszystkim zastanawia się narrator, obserwując swoich bohaterów  z dystansu, przyglądając się im niczym eksponatom, egzemplifikacjom ludzkich postaw.

Bo powieść Kundery bardzo mocno wpisana została w politykę, w zdarzenia praskiej wiosny z roku 1968, a szczególnie ich konsekwencje dla czeskiej inteligencji, zwłaszcza dla tych, którzy nie potrafili stać z boku, jakoś dali świadectwo swojej niezgodzie na stłumienie chwilowej wolności zakończonej radziecką okupacją. Ich los był taki jak Tomasza. Tomasza, który wcześniej zawsze wybierał to, co lekkie, dopiero Teresa i Historia wprowadziły w jego życie ciężar. Zdegradowani, wyrzucani z uczelni, gazet, zmuszeni pracować fizycznie. Albo jeszcze gorzej zamykani w więzieniach. Pisząc o tym, autor zastanawia się nad sensem masowych protestów, owych Wielkich Marszów, jak je nazywa, organizowanych przez intelektualistów i aktywistów z Zachodu w obronie tłamszonej wolności. To polityczny teatr zamiast prawdziwego czynu. Czy mają sens, skoro najczęściej nie przynoszą rezultatów? Zwłaszcza już, natychmiast. Czy są tylko sposobem na poprawę samopoczucia protestujących, którzy nie chcą się czuć bezradni i mają złudne wrażenie, że coś robią? A dla osób sławnych, Kundera nie używa jeszcze słowa celebryci, są sposobem lansowania się, czy może zwracania uwagi na protest w słusznej sprawie? Pisarz pozostaje raczej pesymistą, przynajmniej ja tak odczytuję jego stanowisko. Lepiej jednak, gdy nie ma innej drogi, wybrać teatr, skoro nie można wybrać czynu. Z drugiej strony, przecież wiadomo, że kropla drąży skałę. Gdyby pesymizm Kundery zawsze się sprawdzał, nadal w tej części Europy panowałaby komuna i wszystko, co z nią związane.

"Nieznośna lekkość bytu", chociaż chyba najbardziej wymagająca spośród tych pozycji Kundery, które do tej pory przeczytałam (wspomniany "Żart" i "Walc pożegnalny"), daje najwięcej pola do rozważań. Wiele tu symbolicznych snów, które dręczą bohaterów, zwłaszcza Teresę, powracających scen. Są związki z muzyką, beethovenowskie ess mussein, czyli tak musi być, które dręczy Tomasza. Ale jest też kawał życia. Zwłaszcza Teresa wydaje mi się najciekawiej sportretowaną bohaterką. Godna by była osobnych rozważań, można w jej postaci odnaleźć wiele tego, co dręczy kobiety także dzisiaj. Zwłaszcza relacja z matką, która położyła się cieniem na jej osobowości, ukształtowała ją, stała się przyczyną wielu kompleksów, lęków, ale i buntu. Uczyniła ją kruchą i silną zarazem. Są też w tej powieści momenty wzruszające. Szczególnie silny związek Teresy z psem, który się do niej przyplątał, a którego nazwała Karenin. W ogóle końcówka powieści chyba najbardziej mnie poruszyła i wynagrodziła trudy czytania partii eseistycznych i filozoficznych. 

Po raz kolejny przekonałam się, że warto po Kunderę sięgnąć. W planach mam jeszcze dwie jego powieści z czasów czeskich, może najważniejsze eseje. A teraz obraz praskiej wiosny najlepiej byłoby skonfrontować z powieścią "Cud", poświęconą też praskiej wiośnie, mojego ulubionego czeskiego pisarza, Josefa Škvoreckiego. Kiedyś to nastąpi. Kiedy? Nie wiem.

Milan Kundera "Walc pożegnalny"

Kontynuuję swoją przygodę z twórczością Milana Kundery. Tym

razem przeczytałam "Walc pożegnalny" (W.A.B. 2013; przełożył Piotr Godlewski). Pisarz skończył ją pisać w 1972, jeszcze w Czechosłowacji, którą opuścił w roku 1975. Miała być jego pożegnaniem z ojczyzną i być może, jak przypuszczał, ostatnią książką, bo już wtedy myślał o wyjeździe. Dlatego jednym z bohaterów uczynił Jakuba, który dostał paszport i właśnie opuszcza na stałe kraj. Zanim to zrobi, chce pożegnać się z przyjaciółmi.

Ta powieść ma lżejszy ciężar niż "Żart", co nie znaczy, że to tylko rzecz lekka, łatwa i przyjemna. Czyta się ją znakomicie - jest śmieszna, groteskowa, za czym nie przepadam, ale na szczęście w takim stopniu, że mi to zupełnie nie przeszkadzało, ma wartką akcję, o czym za chwilę, bo jej kompozycji warto poświęcić chwilę uwagi. Jednak im bliżej końca, tym śmiech coraz częściej więźnie w gardle, robi się poważniej, aż w końcu przychodzi nieoczekiwany (?), oczekiwany (?) punkt kulminacyjny. A potem wszystko się uspokaja, życie zaczyna toczyć się dalej, jakby nic się nie wydarzyło. Chociaż w niektórych bohaterkach i bohaterach coś się jednak przełamało. To pozwoliło mi fantazjować, że  mają już w sobie siłę na zmiany. Właściwie taką nadzieję wiążę z jedną bohaterką, w dodatku drugoplanową.

Czas na uporządkowanie tego chaosu. Akcja powieści rozgrywa się w czeskim uzdrowisku, w którym leczy się przede wszystkim bezpłodność kobiet. Kiedy? To trudno ustalić precyzyjnie takiej czytelniczce jak ja, która aż tak dokładnie nie orientuje się w zawiłościach czeskiej historii. Przed rokiem 1968 i praską wiosną? Czy już po? Polityczne represje, którym poddany był jeden z bohaterów, Jakub, miały miejsce jeszcze w czasach stalinowskich czy dotyczą roku 1968? Intuicja podpowiadała mi, że chodzi jednak o ten pierwszy okres, ale z tekstu Aleksandra Kaczorowskiego, znakomitego bohemisty, poświęconego pisarzowi wynika, że nie miałam racji - chodzi o represje po praskiej wiośnie. Wydaje mi się jednak, że przynajmniej część z nich, miała miejsce wcześniej.

Mamy tu kilkoro bohaterów, którzy na dłużej lub krócej pojawiają się w uzdrowisku. Główna bohaterka to Róża, pielęgniarka w sanatorium, która pragnie wyrwać się z miasteczka. Jest nieco demoniczny fantasta doktor Slama, jej szef, który zachowuje się niczym demiurg, wiele wie o swoich przyjaciołach i współpracownikach, z jednej strony wykorzystuje ich, z drugiej potrafi oddać im przysługę i chronić, nie  zawaha się przy tym skłamać. Postać bardzo niejednoznaczna, śmieszna, ale niemoralna. Ważnym bohaterem jest znany trębacz Klima, który mieszka w Pradze, a do uzdrowiska przyjeżdża na koncerty. Zakochany w swojej pięknej żonie Kamili, a przy tym kobieciarz. Groteskową i tajemniczą postacią jest bogaty Amerykanin, który od dłuższego czasu przebywa w uzdrowisku, oczywiście na specjalnych zasadach, bo leczy tu swoje serce. Nieoczekiwanie zjawia się wspomniany Jakub, przyjaciel doktora Slamy. Ponieważ wyjeżdża na stałe za granicę, chce się pożegnać z nim i swoją wychowanką, Olgą, która leczy się w miejscowym sanatorium. Jest jeszcze zakochany w Róży chłopak, piekielnie o nią zazdrosny. Niektórzy się znają, inni nie, ale losy wszystkich splotą się ze sobą. Ich wątki prezentowane są naprzemiennie, a akcja coraz bardziej przyspiesza. Mają miejsce rozmaite zbiegi okoliczności, nieoczekiwane spotkania, pomyłki, zabawne qui pro quo. Kompozycja powieści jest bardzo filmowa. Od pewnego czasu zastanawiałam, czy dojdzie w końcu do konfrontacji pomiędzy dwojgiem bohaterów, na którą się zanosiło? A do śmierci jednej z bohaterek? Bo jest to też swoista kronika zapowiedzianej śmierci. Tymczasem autor zwodzi do końca, prowadzi drogi wykreowanych przez siebie postaci w sposób nieoczekiwany. Przyznam, że zakończenie mnie zaskoczyło. Trudno pisać o "Pożegnalnym walcu" tak, aby zdradzić jak najmniej szczegółów, bo przecież sama akcja pełna nieoczekiwanych zdarzeń sprawia wiele przyjemności.

Moim zdaniem najważniejszą postacią w powieści jest Jakub. O ile doktor Slama i bogaty Amerykanin są pokazani groteskowo, o tyle on nie. To wokół niego koncentrują się najważniejsze pytania tej powieści. Jakub zastanawia się, jaki jest naprawdę. Trochę przypadkowo los wystawił go na próbę - pozwolił mu się przekonać, czy rzeczywiście jest taki szlachetny, za jakiego się uważał. Czy jest lepszy od swoich politycznych wrogów? Dotąd pogardzał  krajem i rodakami. To wynik politycznych represji, które zatruły go tak, jak bohatera "Żartu", o którym niedawno pisałam. A Olgą, córką swojego przyjaciela, a potem politycznego wroga, zajął się z odruchu serca, czy dlatego, żeby okazać się lepszym, szlachetniejszym? Czy to zwyczajna ludzka przyzwoitość, czy postępowanie mające połechtać własne ego? Zdaje sobie sprawę, że stworzył ze swojego życia mit, nadał mu patos. Teraz to wszystko wydaje się być fałszem. Jakub przed opuszczeniem kraju żegna się ze swoim przyjacielem i Olgą, ale to rozstanie nie przebiega tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Każde z nich zajęte jest swoimi sprawami, jakby nie zdawali sobie sprawy, że mogą już nigdy nie zobaczyć Jakuba. A on nieoczekiwanie dostrzega piękno ojczystego krajobrazu, budzi się w nim tęsknota. To skłania go do kolejnych refleksji - co tak naprawdę jest wżyciu ważne. Dotąd myślał, że polityka, podążanie za prawdą. Teraz zastanawia się, czy się nie pomylił. A może najważniejsze jest zwyczajne życie - rodzina, dzieci, no i piękno, którego nie dostrzegał?

Zawsze myślał, że słyszy bicie serca pulsującego w piersi kraju. Ale kto wie, co w gruncie rzeczy słyszał? Czy serce? Czy nie był to tylko stary budzik, który odmierzał zupełnie fałszywy czas? Czy wszystkie te walki polityczne nie były tylko błędnymi ognikami, mającymi odciągnąć go od tego, co rzeczywiście ważne? (...) A jeśli żył w zupełnie innym świecie, niż sądził? A jeśli widział wszystko na opak? A jeśli piękno znaczy więcej niż prawda (...)?

Warto jeszcze dodać, że to, co dzieje się z Jakubem, jego wątpliwości, zaniechania,  rozterki przedstawione są bardzo prawdziwie. Ileż to razy coś, co wydawało nam się ważne wieczorem, rano nie ma znaczenia, ileż razy mamy poczucie nierealności tego, co przed kilkoma godzinami było takie istotne. Ileż razy wiemy, że powinniśmy działać, ale nie wiemy jak i ogarnia nas niemoc, którą doskonale umiemy przed sobą usprawiedliwić.

Kolejna bardzo dobra powieść Kundery, oddech od nowości, często niestety miałkich. Powieść dla każdego.

Milan Kundera "Żart"

Z Milanem Kunderą nie było mi dotąd po drodze. Dlaczego? Nie

mam pojęcia. Dawno, dawno temu przeczytałam "Nieznośną lekkość bytu". Dziś niewiele z tej lektury pamiętam. Kiedy w lipcu pisarz zmarł, a ta wiadomość zastała mnie w czasie wakacyjnej podróży, ściągnęłam sobie dwie radiowe rozmowy o jego twórczości, ale jakoś specjalnie nie spieszyło mi się do ich odsłuchania. W końcu jednak po nie sięgnęłam. Nie wiem, czy to zasługa Aleksandra Kaczorowskiego, znakomitego znawcy czeskiej kultury, który o twórczości pisarza bardzo ciekawie opowiadał, ale postanowiłam wrócić do twórczości Milana Kundery, a precyzyjniej mówiąc, poznać ją. Kierując się słowami i gustem wspomnianego już Aleksandra Kaczorowskiego zrobiłam sobie listę ośmiu książek, wśród nich jest zbiór opowiadań, pięć powieści i ewentualnie dwa eseje, które postanowiłam przeczytać. Znajduje się też na niej przywołana "Nieznośna lekkość bytu". Aby nie odkładać lektury na święty nigdy, zapisałam się nawet do biblioteki, bo na regale mam tylko "Żart" i to w takim beznadziejnym wydaniu z początku lat dziewięćdziesiątych, że trudno go czytać. No i właśnie od tej debiutanckiej powieści (W.A.B. 2014; przełożyła Emilia Witwicka), uważanej przez niektórych za najlepszą w dorobku pisarza, zaczęłam swoją przygodę z Milanem Kunderą.

Akcja tej książki rozgrywa się w małej miejscowości na Morawach w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. To miasto rodzinne Ludwika, głównego bohatera i zarazem jednego spośród kilkorga narratorów. Po latach wraca tu tylko na dwa dni z Pragi, gdzie mieszka i pracuje, aby dokonać porachunków ze swoją tragiczną przeszłością, a ściślej rzecz biorąc, zemścić się na kimś, kto go kiedyś skrzywdził i jedną decyzją sprawił, że jego życie na kilka lat wyleciało z obranej przez niego trajektorii i potoczyło się zupełnie inaczej, niż planował. Na kim ma się zemścić? W jaki sposób? Tego dowiadujemy się stopniowo, bo, jak wspominałam, narracja prowadzona jest z kilku perspektyw, co celowo spowalnia akcję, wprowadzane są nowe wątki, które oczywiście złożą się w całość. 

Co stało się przed piętnastu laty? Kto go skrzywdził? W jaki sposób? Wszystko było wynikiem tego tytułowego żartu, którego dopuścił się Ludwik, zabiegając o względy koleżanki ze studiów. Podobała się nie tylko jemu. Pamiętajmy, że był to koniec lat czterdziestych, już po przejęciu całkowitej władzy przez Komunistyczną Partię Czechosłowacji, kiedy po tragicznej śmierci Jana Masaryka stalinizm rozpanoszył się na dobre. Konsekwencje żartu okazały się tragiczne - Ludwik został nie tylko wyrzucony z partii, ale także ze studiów. Na zebraniu zwołanym w jego sprawie nie ujął się za nim nikt, wszyscy poparli postawiony wniosek. W tamtych okolicznościach nie było to nic nadzwyczajnego. Jedni podnosili ręce za, bo byli komunistycznymi fanatykami, inni ze strachu. Czy można ich nazwać oportunistami? Sam Ludwik, kiedy przygotowując swoją zemstę, wspomina tamte tragiczne wydarzenia, zastanawia się, jak on zachowałby się w podobnej sytuacji.

... sam wprawdzie nigdy nie podniosłem ręki na czyjąś zgubę, ale dobrze wiedziałem, że jest to zasługa dość problematyczna, jako że prawa do podnoszenia ręki wystarczająco wcześnie mnie pozbawiono. Długi czas co prawda usiłowałem sobie przynajmniej wmówić, że w podobnej sytuacji nie podniósłbym ręki, ale jestem na tyle uczciwy, że w końcu sam musiałem siebie wyśmiać: ja jeden nie podniósłbym ręki? ja jeden jestem sprawiedliwy? ach, nie znajdowałem w sobie żadnej gwarancji, że byłbym lepszy od innych; tylko co z tego wypływa, jeśli chodzi o mój stosunek do ludzi? Świadomość własnej małości absolutnie nie godzi mnie z małością innych.

Po wyrzuceniu z uczelni Ludwik wie, że pójdzie do wojska. Trafia do karnej kompanii i przez kilka lat niemal odcięty od świata i wolnych ludzi pracuje w ostrawskiej kopalni. Ale nie ciężka fizyczna praca, nie głupota zwierzchników, nie ich bezwzględność i sadyzm są najgorsze. Najgorsza jest samotność i utrata złudzeń. W dodatku szybko zdaje sobie sprawę, że podobne mechanizmy, to symboliczne podniesienie ręki, są nieodłączną cechą każdej grupy, każdego kolektywu. Działają także wśród jego towarzyszy niedoli. 

Zacząłem sobie uświadamiać, że nasz czarny kolektyw tak samo potrafi zaszczuć innego człowieka (...) jak kolektyw tych, którzy jednomyślnie podnosili ręce, i jak każdy chyba kolektyw ludzki.

Te doświadczenia i ta świadomość położą się cieniem na życiu Ludwika, to będzie gnało go do zemsty, to uczyni go cynikiem, który nie potrafi zbudować trwałej relacji nie tylko z kobietą, ale w ogóle z nikim. Bo po odbyciu kary wróci na studia, skończy je, dostanie pracę na uczelni, ale nie pozbędzie się jadu nieufności i zemsty. Takie zaślepienie spowoduje, że sam będzie krzywdził. Nawet wymierzenie sprawiedliwości ma się przecież dokonać przez osobę bliską sprawcy, która nieuchronnie zostanie skrzywdzona. Po trupach do celu.

W powieści postawa Ludwika zostanie skonfrontowana z postawą jego znajomego, Kostki, który jest człowiekiem bardzo religijnym. Może właśnie dlatego sądzi, że aby iść dalej, aby nie żyć w piekle, powinien przebaczyć. Kostka godzi się z tym, co przynosi mu życie, uważał, że wszystkie złe doświadczenia były zrządzeniami losu, które ustrzegły go przed gorszym złem. Nie może zrozumieć kolegi opanowanego żądzą zemsty. Przebaczać, przebaczać, przebaczać! Ale to nie jest takie proste. Bo po pierwsze przebaczenie nie unieważni grzechu, nie uczyni czegoś niczym, tak myśli Ludwik, a po drugie Kostka w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że te dotykające go zrządzenia losu były mu na rękę - pozwalały uciec najpierw od niekochanej żony, potem od miłości do innej kobiety, z którą jednak nie chciał się wiązać.

Kundera konfrontuje swoich bohaterów z ważnymi pytaniami. Jaki sens ma zemsta po latach? A jeśli ten, który wyrządził krzywdę, zmienił się? Jest już innym człowiekiem? Lubianym i szanowanym? Może zemsta miałaby sens od razu? Ale na to Ludwik nie miał wtedy, na tamtym zebraniu, odwagi. Nie dał swojemu przeciwnikowi w twarz, nie wykonał żadnego gestu sprzeciwu. Nie był żadnym bohaterem, do karnych brygad trafił przez przypadek, z powodu głupiego żartu.  Ludwik zrozumie jeszcze jedno - że i tak wszystko unieważnia czas. Dla młodego pokolenia tamte konflikty nie mają znaczenia. Dzieci nie rozumieją swoich rodziców, nie zastanawiają się nad ich problemami z przeszłości, chcą żyć po swojemu. 

... wszystko zostanie zapomniane i nic nie będzie naprawione. (...) Nikt nie naprawi krzywd, które wyrządzono, ale wszystkie krzywdy ulegną zapomnieniu.

Towarzyszą mu takie gorzkie refleksje.  Co go uratuje? Sztuka, powrót do korzeni, do dawnej przyjaźni.

Nie mogę tu nie wspomnieć o stosunku Ludwika do kobiet. W powieści pojawiają się dwie, Łucja i Helena. Obie traktuje instrumentalnie, obie skrzywdzi. Chociaż będzie sobie wmawiał, że Łucję kochał. Czy tak rzeczywiście było? Czy nie traktował jej jak plastra na swoją samotność? Czy to była miłość, czy tylko pożądanie wyposzczonego żołnierza? Dla niej ma jednak jakąś tkliwość, jego stosunek do niej nie jest jednoznaczny. Natomiast Helena staje się od początku tylko narzędziem w jego rękach. Wystarczy spojrzeć na nią jego oczami, jak opisuje wszystkie mankamenty jej dojrzałego ciała, z jaką pogardą myśli o jej fizyczności.

Powieść Kundery łączy w sobie atrakcyjną fabułę skonstruowaną w sposób podsycający ciekawość z bogatymi portretami bohaterów i wagą problemów, jakie porusza, które w dodatku okazują się niezwykle aktualne, szczególnie w polskiej rzeczywistości, co nie dziwi. W końcu łączy nas z naszymi południowymi sąsiadami wspólnota losów. Czytając "Żart", nie mogłam oprzeć się refleksji, że nowości, za którymi tak gonię, najczęściej nie dorastają do pięt takiej literaturze. Są przy niej miałkie. Po zapisaniu się do biblioteki sporządzam sobie listę książek niedostępnych, które chciałam przeczytać. Mam ochotę zwolnić z nowinkami i częściej sięgać po tytuły zapomniane. Na pierwszy ogień idzie Kundera.

Skoro podzieliłam się refleksjami o "Żarcie", muszę przywołać tu cztery inne książki czeskich autorów, których akcja dotyka, przynajmniej częściowo, tamtego okresu. To oczywiście "Przypadki inżyniera ludzkich dusz" i "Gorzki świat" Josefa Skvoreckiego, "Siódmy życiorys" Oty Filipa i najmniej znana - "Zaginiony" Egona Hostovskiego. Wszystkie bardzo ciekawe, wszystkie warte lektury.

 

Popularne posty