Po krótkiej przerwie wracam do tematyki palestyńskiej, a plan jest
taki, żeby robić to w miarę regularnie, przeplatając innymi książkami. Tym razem sięgnęłam po powieść, która od dawna zalegała w głębinach mojego pierwszego czytnika. To "Dzieci getta. Mam na imię Adam" libańskiego pisarz Iljasa Churiego (Karakter 2021; przełożyła Hanna Jankowska). Przypomniałam sobie o tej książce, kiedy Karakter po kilku latach wydał jej drugą część, a są trzy, czyli "Dzieci getta. Stella Maris", którą też już mam i prędzej niż później przeczytam. Nieżyjący już Iljas Churi, nazywający siebie Palestyńczykiem z wyboru, jest autorem kilkunastu powieści, w Polsce ukazały się trzy, dramatów, esejów, był także krytykiem literackim.Może dobrze się stało, że sięgnęłam po tę powieść dopiero teraz po lekturze "Czystek etnicznych w Palestynie" Ilana Pappego, bo dzięki temu miałam już solidną historyczną podbudowę. Nie jest to powieść łatwa ani oczywista, nie ma w niej akcji rozumianej dosłownie jako ciągu łączących się wydarzeń, z których coś ma wyniknąć. Składa się z jakichś urywków, planu nienapisanej powieści, ze wspomnień głównego bohatera i narratora, Adama Dannuna, ze scen opowiedzianych mu przez kogoś. Do niektórych wydarzeń czy informacji wraca narrator kilkakrotnie, ale nie złoży nam się to w całą jego historię. Więcej zapewne dowiemy się z dwóch kolejnych części. (Mam nadzieję, że Karakter nie będzie czekał z częścią trzecią aż cztery lata, jak to było z częścią drugą.) Wiele w niej nawiązań do innych książek, historycznych, eseistycznych czy powieści. Jedną z nich są właśnie wspomniane przed chwilą "Czystki etniczne w Palestynie". Momentami miałam wrażenie, że czytam esej. Jedna z powieści, które przywołuje narrator, to "Brama słońca" samego Iljasa Churiego, niestety w Polsce dotąd niewydana. Jej fragmenty ukazały się w jednym z numerów Literatury na świecie. To wszystko, a także trudna, bolesna tematyka, sprawia, że książki nie czyta się łatwo. To taki typ literatury, który w trakcie lektury zmusza do myślenia, refleksji, zadawania pytań.
Już z przedmowy Iljasa Churiego dowiadujemy się, że będziemy mieli do czynienia z publikacją zapisków, które dostały się w jego ręce po tragicznej śmierci ich autora. Tym autorem jest właśnie Adam Dannun, Palestyńczyk o skomplikowanym pochodzeniu, który podaje się za Żyda, potomka ocalałych z warszawskiego getta. Pierwsze lata dzieciństwa spędził rzeczywiście w getcie w palestyńskim, niegdyś, mieście Lidda, dziś to izraelski Lod, założonym dla nielicznych pozostałych Palestyńczyków przez Żydów w 1948 po jego zdobyciu i wygnaniu w marszu śmierci większości mieszkańców. Potem razem z matką i ojczymem mieszkał w Hajfie. Szybko ich opuścił, po jakimś czasie skończył hebrajski uniwersytet, zaczął tworzyć swoją nową tożsamość, w końcu wyjechał do Stanów i zamieszkał w Nowym Jorku. Chciał napisać powieść o arabskim poecie, ale dwa brzemienne w skutki spotkania sprawiły, że ten pomysł porzucił i zaczął wracać do swoich wspomnień z getta, a właściwie bardziej szukać informacji o życiu tam, bo sam niewiele pamiętał, a już na pewno nic o początkach, bo był wtedy niemowlęciem.
Muszę przyznać, że początkowo byłam zawiedziona i gdyby nie fakt, że książkę kupiłam, a nie wypożyczyłam z biblioteki, być może rozważałabym, czy jej nie porzucić. Bo po przedmowie Iljasa Churiego i wstępie będącym testamentem Adama Danuna dostajemy szkice do jego nigdy nienapisanej powieści o arabskim poecie Waddahu al-Jamanie. I przyznam, że ta historia średnio mnie interesowała, nie tego oczekiwałam, sięgając po "Dzieci getta". Chciałam nawet opuścić te fragmenty i przejść od razu do części drugiej zatytułowanej po prostu "Adam Danun", ale w tych notatkach autor trochę pisał też o sobie, więc jednak bałam się, że coś stracę. Potem zaczęłam zastanawiać się, czemu służy ta pierwsza część w kontekście dwóch kolejnych. Sens tych szkiców objawia się przy dalszej lekturze - jest nawiązaniem, swoistym komentarzem do życia bohatera. Od najprostszego, obaj kochali dwie kobiety, obaj dobrowolnie weszli do skrzyni, poeta dosłownie pozwolił kalifowi, mężowi swojej ukochanej, zamknąć się w niej, a w wypadku narratora była to skrzynia metaforyczna, skrzynia strachu i zapomnienia.
Nie wszedłem do skrzyni, jak mój ulubiony poeta, ale teraz odkrywam, że przez całe życie przebywałem w skrzyni strachu. Muszę z niej wyjść, żeby ją rozbić, nie tylko opisać.
Kolejne koincydencje dotyczą siły opowieści. Bo opowieść żyje, dzięki niej można dać świadectwo. I tak historia arabskiego poety przetrwała dzięki opowieściom, dzięki nim ma też przetrwać historia getta w Lidzie i historia Adama. A oba świadectwa mają dać głos ofiarom. Dlatego Adam chciał opowiedzieć historię zamknięcia w skrzyni z punktu widzenia poety, a nie kalifa. Dlatego potem szuka osób, które mieszkały w getcie w Lidzie i im chce oddać głos.
A podstawowym zadaniem literatury jest przecież (...) oddanie głosu pokonanym, żeby opowieść stała się ich historią, której kronikarze nie ośmielają się spisać.
Nie jest to jednak niewinne. Przywoływanie wspomnień z jednej strony daje świadectwo, pozwala ukazać światu wymazaną historię, ale dla kogoś, kto ją opowiada, staje się katalizatorem traumy. Coś, co wyparł, budując nowe życie, zaczyna pracować, męczyć, budzić koszmary wspomnień. Pamięć jest niezagojoną raną duszy.
Bo jednym z tematów tej powieści jest właśnie pamięć i są słowa tworzące opowieści. Adamowi, jeśli chciał sięgnąć do swoich początków, do swoich korzeni, nie pozostało nic innego oprócz słów i pamięci. Nie posiadamy niczego oprócz słów - powiedziała mu matka na pożegnanie. Podobnie innym Palestyńczykom wygnanym ze swoich miast, wiosek i domów, pozbawionym wszystkiego, także rodzinnych pamiątek. Stają się niewolnikami słów i pamięci, bo nic innego nie mają. Adam stawia sobie pytanie, czy jeśli jakaś historia nie została opowiedziana, to znaczy, że jej nie było? Historię Nakby, historię getta w Lidzie zamilczano, narrację przejęli zwycięzcy. Historię Palestyny napisali żydowscy syjoniści. To oni w powszechnej opinii stali się ofiarami, a nie Palestyńczycy.
Kwestia nie sprowadza się do wygnania Palestyńczyków z rodzinnej ziemi, bo po tym doszło do większej zbrodni, którą było narzucenie całemu narodowi milczenia. Nie mówię tutaj o przemilczaniu traumy, jak by określili to psychologowie, ale o milczeniu, które zwycięzcy narzucili pokonanym mocą dyskursu żydowskiej ofiary, który zapanował w świecie, to znaczy na Zachodzie, po zbrodniach drugiej wojny światowej i barbarzyństwie Holokaustu. Nikt nie słyszał jęku Palestyńczyków, umierających i wywłaszczanych w milczeniu.
Ale przecież Nakba to fakt, getto w Lidzie też istniało. I Adam dzięki słowom i pamięci przywraca je światu.
Kolejne zagadnienie, które pojawia się w rozważaniach bohatera, to pojęcie ofiary. Sam jest ofiarą ofiary, swojego pierwszego ojca, Palestyńczyka, uciekiniera z Liddy, który go porzucił. Nic o nim nie wie.
Może w ten sposób krzywdzę nieznanego mi człowieka. Był ofiarą, a ja - ofiarą ofiary. Nie lubię tego rodzaju usprawiedliwień. Bycie ofiarą nie daje nikomu prawa do poświęcania innych, przeciwnie, nakłada podwójną odpowiedzialność za nich.
Długo żył w przekonaniu, że ktoś inny był jego ojcem. Dopiero jako dorosły poznał prawdę. Dlaczego jego prawdziwy ojciec go porzucił w czasie marszu śmierci z Liddy? Czy sam przeżył? Podobnie Palestyńczycy są ofiarą ofiary, Żydów ocalałych z Holocaustu. Kiedy dorosły Adam ogląda dokument "Shoah" Claude'a Lanzmanna, jest wstrząśnięty. Zdaje sobie sprawę, że Żydzi, jak Palestyńczycy, byli ofiarami, nie odmawia im tego prawa. Ale przecież nie wszyscy. Tylko ci, którzy przeżyli Holocaust. Większość z tych, którzy brali aktywny udział w walkach przeciwko arabskim mieszkańcom Palestyny, przybyła tu przed wojną. Dlatego sprzeciwia się, aby mówić o Palestyńczykach, że są ofiarą ofiary.
... nie jesteśmy ofiarą ofiary. My i biedni Żydzi, których z nazistowskich obozów koncentracyjnych sprowadzono na pole bitwy w Palestynie, jesteśmy razem ofiarami tych zabójców, którzy zdradzili języki żydowskiej ofiary, bezlitośnie ścierając Palestyńczyków w proch.
Jest to też opowieść o tożsamości, o szukaniu swoich korzeni. Kim jest Adam? Kim byli jego rodzice? Dlaczego uważa, że miał trzech ojców? A może czterech, bo jednego, żydowskiego, ocalałego z warszawskiego getta, siłą wcielonego do Hagany, poległego w walce o Hajfę, wymyślił, aby stworzyć nowego siebie. Bo tylko tak mógł godnie przetrwać i żyć w kraju, który mu odebrano. Jako Palestyńczyk musiał stać się niewidzialny.
Mnie się powiodło, Byłem Izraelczykiem jak wszyscy inni. Nie ukrywałem swojej palestyńskiej tożsamości, ale schowałem ją w getcie, w którym się urodziłem. Jestem synem getta, a ono dało mi immunitet, bo kojarzyło się z Warszawą.
Kiedy na uniwersytecie w Hajfie pytano mnie, skąd jestem, odpowiadałem jednym słowem: getto. Myślę, że koleżanki i koledzy patrzyli na mnie ze współczuciem, sądząc, że jestem synem kogoś z ocalałych z getta warszawskiego.
No i jest to w końcu opowieść o getcie utworzonym w Lidzie, o życiu jego mieszkańców. O ludziach, którym odebrano ich własność, którym nie wolno było zerwać pomarańczy z ich sadu, bo ten stał się mieniem żydowskiego państwa. O ludziach, którzy musieli pod nadzorem żydowskich żołnierzy opróżniać swoje domy i oddawać wszystko, co tam było, bo na mocy prawa silniejszego nic już do nich nie należało. O ludziach, którzy musieli uprzątać miasto z trupów swoich krewnych i sąsiadów. O ludziach, którzy omal nie umarli z pragnienia i głodu. Wreszcie o ludziach, których getto na zawsze zmieniło, sprawiło, że nawet kiedy zniknęły druty, nie potrafili poczuć się wolni, bo przecież nie byli. Getto na zawsze zostało w ich głowach. Jedynym ratunkiem był wyjazd i zapomnienie, wyparcie wspomnień. Co, jak się okazuje, jest niemożliwe. Bo żeby dać świadectwo, przywrócić pamięć o Nakbie, ona musi trwać, musi być przeżywana na nowo.
Izrael sprawił bowiem, że życie trzech pokoleń Palestyńczyków stało się nieustającą Nakbą. Izraelczycy, którzy postawili na to, że Palestyńczycy zapomną opowieści o klęsce, z bezmyślnością narzucili im bezustanne przeżywanie klęski. I wciąż to robią, nie tylko na Zachodnim Brzegu, w Gazie i Jerozolimie, ale i w samym Izraelu. Pokolenie, które miało zapomnieć opowieści ojców i dziadów o Nakbie, dziś ma przed oczami i tamtą, i swoją.
Jakże aktualne są te słowa.
To taka powieść, o której trudno zapomnieć, która coś ze mną zrobiła, która każe myśleć i zastanawiać się. Mimo że stawia opór, z wielu powodów nie jest łatwa, to namawiam, aby po nią sięgnąć. A tym, którzy wolą łatwiejszą lekturę, ale też ważną, polecam, przynajmniej na początek, "Poranki w Dżeninie" Susan Abulhawy.
