Ibitisam Azem "Księga zniknięcia"

Moja faza na książki opowiadające o konflikcie palestyńsko-

izraelskim trwa, dlatego nie mogłam pominąć powieści palestyńskiej pisarki mieszkającej w Stanach Zjednoczonych, Ibitisam Azem, "Księga zniknięcia" (ArtRage 2026; przełożyła Hanna Jankowska), która w 2025 otrzymała nominację do międzynarodowego Bookera. Nie raz wyrażałam tu swój stosunek do nagród, nie trzymam się ich niewolniczo. Czasem rzeczywiście sięgam po coś z powodu nominacji czy samego wyróżnienia, ale to nie jest ten przypadek. Tym razem zadecydowała narodowość pisarki.

Punkt wyjścia "Księgi zniknięcia" jest bardzo prosty. Pewnego ranka mieszkańcy Tel Awiwu, a właściwie całego Izraela, budzą się i stwierdzają, że dzieje się coś dziwnego. Nie przyjeżdżają autobusy, nie dostarczono prasy, do wielu miejsc nie przybyli pracownicy, ktoś nie może złapać z kimś kontaktu. Co się stało? Okazuje się, że nagle zniknęli wszyscy Palestyńczycy. Szok, niedowierzanie, dezorientacja, strach. Dlaczego strach? Bo wprawdzie Palestyńczycy na ogół Żydów nie obchodzą, ale nie wiadomo, czy czegoś nie szykują. Pewnie gdzieś się zaczaili i na nich ruszą. Ale godziny płyną, panuje spokój, służby badające sprawę nie stwierdziły niczego dziwnego. Monitoring nie zarejestrował, aby opuszczali swoje domy lub gdzieś się gromadzili.

Kiedy czytałam powieść, doszłam do wniosku, iż dzięki zbiegowi okoliczności bardzo dobrze się stało, że zupełnie niedawno przeczytałam "Białe miasto, czarne miasto" Sharona Rotbarda, książkę opowiadającą o konflikcie palestyńsko-izraelskim z perspektywy Tel Awiwu i Jafy, bo właśnie ta perspektywa jest w "Księdze zniknięcia" bardzo obecna. Pojawia się i Bauhaus, i Białe Miasto, i nazwy dzielnic Jafy, i sady, nawet gatunek pomarańczy, z których słynęła, o czym pisze Sharon Rotbard, i wreszcie historia zdobycia Jafy, wysiedleń, a także współczesne oblicze miasta, które dzisiaj stanowi część Tel Awiwu. Ale jeśli ktoś nie czytał tamtej książki, to oczywiście nie oznacza, że nie zrozumie tej.

"Księga zniknięcia" ma dwóch głównych bohaterów. To Palestyńczyk Ala'a i Żyd Ariel. Są przyjaciółmi, obaj mieszkają w tym samym domu w Tel Awiwie na Bulwarze Rothschilda, obaj związani są z mediami. Ariel jest felietonistą amerykańskiej gazety. Kiedy Palestyńczycy znikają, on też próbuje skontaktować się ze swoim przyjacielem. Oczywiście bezskutecznie. Ponieważ ma klucz do jego mieszkania, wchodzi tam i znajduje czerwony zeszyt, w którym Ala'a prowadził notatki. W ten sposób razem z nim poznajemy historię jego rodziny i jego stan ducha.

Ala'a był bardzo związany ze swoją babcią, która niedawno umarła. W swoich zapiskach zwraca się bezpośrednio do niej. Przypomina sobie jej opowieści, na nowo przeżywa tragedię Nakby. Babcia postanowiła zostać w Jafie, bo dla niej liczyło się miejsce. Przeżyła bombardowania, musiała opuścić swoją dzielnicę i dom, osiąść w innej, gdzie Żydzi pozwolili zamieszkać jej i innym Palestyńczykom, którzy zostali. Ale większość rodziny uciekła i osiadła w Bejrucie. Także mąż. Babcia żyje podwójnym życiem - w Jafie tej współczesnej i tej, którą zapamiętała.

Nie spodobało ci się określenie, że Jafa jest pogrzebana pod Jafą. Stwierdziłaś, że Jafa zawsze pozostanie Jafą, jest wszędzie wokół nas, musimy tylko patrzeć uważnie, żeby ją zobaczyć. Powiedziałaś, że nocą słyszysz głosy, zgiełk wesela, bębny i flety. 

Ala'a to przedstawiciel trzeciego pokolenia po Nakbie i to on, dzięki opowieściom swojej babci, ma świadomość tego, kim jest i co się stało z miejscem, w którym żyje. Nie potrafi zapomnieć.

A kiedy zapada noc, obmywam domy wokół mnie czarną pamięcią. Ścieram z nich biel i wszystko maluję na czarno. Biorę czarny kolor z tuszu nocy i wszystko nim zapełniam, jakbym się bał, że zawładnie mną biała pamięć, więc zacieram ją czernią bezksiężycowej nocy. Kocham czarny kolor, bo jest podobny do nas, bo jest nami.

Im dłużej czytałam notatki Ala'i, tym bardziej uderzało mnie to, jak bardzo męczy go sytuacja, w jakiej żyje. Niby jest Palestyńczykiem uprzywilejowanym, bo wykształconym, a jednak czuje się niezrozumiany. Przez matkę, która przyjęła taktykę milczenia i, co być może najgorsze, przez żydowskiego przyjaciela.

Bo Ariel też odczuwa znużenie i zniecierpliwienie ciągłym rozpamiętywaniem przeszłości przez Palestyńczyków. 

Przykro mu było, gdy słuchał skarg arabskich kolegów, był wtedy rozdarty między zrozumieniem a dezaprobatą.

Zmęczyła go lektura opowieści Ala'i, przeszłość i nieustanne gadanie o miejscu i jego pamięci. Te historie pokonanych o legendarnej przeszłości. Takie właśnie są.

Kiedy myśli o swoim dziadku syjoniście, który przybył z Anglii, kupował ziemię, nie uważa go za kolonizatora. Jakoś prześlizguje się nad słowem przejąć, które zastąpiło słowo kupić, bo ziemi na sprzedaż było za mało. Wie, że była wojna, że w niej zwyciężyli, ale nadal nie nazywa swojego dziadka kolonizatorem. Przecież nie opowiadał się jak niektórzy syjoniści za wypędzeniem Palestyńczyków. Dlatego coraz trudniej jest mu się też zgodzić z przyjacielem. Owszem, uważa, że:  

popełniono pewne błędy i że Palestyńczykom należy się więcej praw, ale [Ala'a] powinien przyznać, że państwo mu wiele daje i że jest w lepszej sytuacji niż na przykład uchodźcy w Libanie czy krajach arabskich.

Nic dziwnego, że reakcja jego przyjaciela była gwałtowna. Ariel nie potrafi zrozumieć Ala'i, współodczuwać z nim. Zarzuca mu, że rozpamiętując historię Jafy, jest nienowoczesny i pozwala, aby przeszłość go ograniczała. Przecież zmiana w miastach, ich modernizacja to rzecz normalna. Jakby nie zdawał sobie sprawy, że w tym wypadku nie chodzi o zwykłą modernizację, ale o zatarcie, a nawet zniszczenie dużej części tego, co było, i stworzenie wydmuszki.

Nie słyszałeś o Al-Manszijji, Szach Muwannis, Al-Masudijji i innych wsiach Jafy? Co to znaczy, że mam być nowoczesny? Pokłonić się? (...) Kiedy wreszcie zrozumiesz, że Tel Awiw to kłamstwo, w które wszyscy uwierzyli? Jafa to nie tylko gaje pomarańczowe, a nawet gdyby była pustynią, to co z tego? To kłamstwo, które chcieliście sprzedać, nie daje wam prawa do zabijania nas i wypędzania. Nawet gdybyśmy byli najbardziej zacofanymi ludźmi na tym świecie, nie macie prawa nas przesiedlać. Ani mordować. Walczcie z Europą, która wypędzała was i zabijała.(...) Wy przez cały czas mówicie, a my słuchamy i próbujemy dać wam do zrozumienia, że w tym równaniu jest błąd. Czasami próbujemy spokojnie rozmawiać, a czasem milczeć. Boimy się i wybuchamy.  Nienawidzimy was i zbliżamy się do was, a nawet lubimy was jako ludzi. Naśladujemy was, wierzymy wam, ale wiemy, że okłamujemy przede wszystkim samych siebie. Wmawiamy sobie, że oni w końcu zrozumieją, lecz wy nas nie słuchacie. (...) Mamy jednak świadomość, że tylko nasz krzyk skłoni was, żebyście nas usłyszeli.

Teraz kiedy snuję te refleksje, uświadamiam sobie, że to chyba pierwsza powieść dotycząca tej tematyki, jaką czytałam, pokazująca perspektywę tych, którzy pozostali, czyli Palestyńczyków żyjących w Izraelu. Nie na Zachodnim Brzegu, nie w Gazie, ale właśnie tam. Jeden z epizodycznych bohaterów powieści, Palestyńczyk, tak mówi:

Jafa. Jafa. Nazwa, która mnie boli i którą codziennie przeklinam, bo wciąż ją kocham. (...) To, że tu zostaliśmy, oznacza, że krwawimy. Żyjesz z otwartą raną, krwawisz, ale wciąż żyjesz. (...) Jestem szczęśliwy, że zostałem mimo biedy, opresji i zapomnienia. (...) Nikt sobie nie uświadamia, jak bardzo jesteśmy samotni, my, którzy tu pozostaliśmy.

Kiedy minie szok, kiedy okaże się, że najprawdopodobniej nic się nie stanie, większość Żydów oddycha z ulgą. Bo problem Palestyńczyków sam się rozwiązał, a wraz z nim inne. Już nic nie trzeba będzie robić.

- Dziwni jesteśmy, my syjoniści ateiści - zaśmiał się Ariel. - Nie wierzymy w  istnienie Boga, ale jesteśmy przekonani, że czyni dla nas cuda. Że obiecał nam tę ziemię, a teraz ze względu na nas pozbył się Palestyńczyków.

Za jakiś czas władze pewnie pozwolą zajmować ich domy i mieszkania. I tylko lewicowy dziennikarz, który sam o sobie mówi, że wziął rozwód z syjonizmem i w niego nie wierzy, lekceważony przez wszystkich, nazywa w swoim artykule rzeczy po imieniu. To, co się stało, to "najczystsza" czystka etniczna, jaką widziała ludzkość. I pisze gorzko:

Co się stało, ojczyzno, z rozsądnymi ludźmi, którzy cię zamieszkiwali? Gdzie się podziali? Czy ich też zabito, czy opuścili cię razem z Palestyńczykami? Czy uwolnimy się kiedykolwiek od kompleksu ofiary? Nie jesteśmy już ofiarami! Musimy to powiedzieć na głos! Staliśmy się zwykłymi ludźmi we własnym państwie.

Jakże niezwykle aktualnie brzmią te słowa.

Kolejna bardzo intersująca książka na temat, który żywo mnie interesuje.

Popularne posty