Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egipt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egipt. Pokaż wszystkie posty

Ala Al Aswani "Kair. Historia pewnej kamienicy"

Udało się. Zdobyłam "Kair. Historię pewnej kamienicy" Ala AL Aswaniego (Capricorn.Media Lazar 2008). Niedawno pisałam tu o "Chicago", drugiej powieści tego egipskiego pisarza. O obu dowiedziałam się z tej samej audycji radiowej i natychmiast zapragnęłam przeczytać. Ta druga jest dostępna bez problemu, pierwsza nie, bo wydana została kilka lat temu w dodatku przez jakieś niszowe wydawnictwo. No ale udało się i przeczytałam w ciągu kilku dni. Ta powieść jest trochę jak przewodnik: w przystępny i atrakcyjny sposób przedstawia sytuację współczesnego Egiptu (no może niezupełnie współczesnego, bo akcja toczy się w czasie wojny o Kuwejt), ale, jak to w przewodniku, czytelnik dostaje wiadomości naskórkowe. Żeby dowiedzieć się więcej, pełniej, trzeba by sięgnąć po poważniejsze prace. Gdybym jednak przeczytała ją przed rozruchami w Egipcie, na pewno nie byłabym zdziwiona z powodu tego, co tam się wydarzyło.

To pierwsza powieść Al Aswaniego i kiedy przeczyta się obie, widać, że pisarz się rozwija. Stosuje podobną technikę pisarską, podobne zabiegi, ale portrety bohaterów w "Chicago" są zdecydowanie bogatsze i może dzięki temu opowiadane historie robią o wiele większe wrażenie. W jego amerykańskiej powieści czuć smutek, melancholię i, pozwolę sobie na górnolotność, ból istnienia. "Kair", mimo że przedstawia losy bohaterów równie tragiczne oraz ich ciężkie, z różnych względów, życie, nie pozostawia takiego wrażenia, nie wprowadza czytelnika w zadumę, nie porusza na poziomie emocjonalnym, jeśli już to raczej na intelektualnym. Wiem, że muszę im współczuć, pochylić się nad bezwyjściowością ich egzystencji. Warto jednak na pewno sięgnąć po tę powieść choćby tylko ze względów poznawczych. "Chicago" to portrety egipskich emigrantów mieszkających w Stanach, akcja książki, o której piszę tym razem, toczy się w tytułowym Kairze, poznajemy więc ten kraj bezpośrednio, od środka.

Autor zastosował w tej powieści podobny zabieg: bohaterami są mieszkańcy tytułowej kamienicy, zwanej, od nazwiska jej pierwszego właściciela, kamienicą Jakobiana. Budynek znajduje się w samym centrum Kairu przy ulicy Sulejmana Paszy niedaleko słynnego placu Tahrir. Kto zna Kair, być może się zdziwi, bo takiej ulicy na planie miasta nie znajdzie. Nic dziwnego, w roku 1954 przemianowano ją na Talaat Harb, ale większość mieszkańców nadal posługuje się starą nazwą. Budynkowi, jak całemu przypominającemu europejskie metropolie centrum, daleko do dawnej świetności. Za tą świetnością i za minionymi europejskimi czasami, tymi sprzed rewolucji Nasera, tęsknią niektórzy bohaterowie. Szczególnie starzejący się playboy, miłośnik kobiet, wykształcony w Europie inżynier Zaki ad-Dassuki. Zawsze elegancki, szarmancki wobec swoich licznych kochanek, dziś raczej przygodnych, skonfliktowany z siostrą, która chce przejąć jego nie tak znów wielki majątek. W gruncie rzeczy zdaje sobie sprawę, że prowadząc taką lekką, niezobowiązującą egzystencję, przegrał życie. Na starość uświadamia sobie powierzchowność swoich licznych związków, pustkę i samotność. Zeuropeizowany jest też dziennikarz Hatim (jego matka była Francuzką), homoseksualista rozpaczliwie poszukujący stałego partnera. Tęskni nie tyle za uczuciem, ile za stabilizacją. Ma dość upokorzeń związanych z poszukiwaniem kochanka na jedną noc. Ciekawy jesteś, czytelniku tej notki, jak traktuje się gejów w społeczeństwie muzułmańskim (właściwie egipskim, bo każdy kraj muzułmański jest jednak inny)? Otóż i mieszkańcy kamienicy, i pracownicy gazety wiedzą o jego homoseksualizmie i tylko czasem spotykają go z tego powodu drobne złośliwości. Oczywiście Hatim nie obnosi się ze swoimi skłonnościami, ale też ich nie ukrywa. Zaki i Hatim to dobrze sytuowani mieszkańcy pięter kamienicy Jakobiana, ale poznajemy też kilku takich, którzy mieszkają na dachu w blaszanych domkach, a właściwie klitkach, które w czasach świetności pełniły taką funkcję jak nasze piwnice. Dziś żyją tu ubogie rodziny, często są to przybysze ze wsi, a to nędzne lokum jest i tak obiektem zazdrości tych, którym powiodło się jeszcze gorzej. Mieszkańcy dachu stanowią swoistą społeczność: świetnie się znają, wszystko o sobie wiedzą, wspierają, ale i kłócą. Histeryczne, gwałtowne, barwne awantury, które niejednokrotnie kończą się sprowadzeniem przez jednego z uczestników konfliktu skorumpowanych policjantów, są dla europejskiego czytelnika ciekawe przez swoją egzotyczność. Gwałtowność temperamentów to nie tylko cecha ubogich. Podobnie przebiegają kłótnie pomiędzy Zakim a jego wyjątkowo zawziętą i złośliwą siostrą. Ale wróćmy na dach. Któż tam mieszka? Syn stróża, Taha, ambitny, pracowity i zdolny, marzący o dostaniu się do Akademii Policyjnej, co ma pozwolić mu wyrwać się do lepszego świata (ta historia jest najbardziej przewidywalna i stereotypowa). Piękna Busejna, jego ukochana, która musi pracować, aby pomóc owdowiałej matce utrzymać młodsze rodzeństwo. Co złego w pracy? Ano nic, jeśli ceną za jej posiadanie nie jest seksualny wyzysk stosowany przez pracodawcę. Barwną postacią jest Malak, który przebojem zajmuje zwolnioną komórkę. Gotów na każde drobne i większe łajdactwo, świństwo czy oszustwo, byle tylko osiągnąć cel: stałą poprawę swego statusu, stałe powiększanie  majątku. Jest nienasycony w swych pragnieniach. To taki typ, który wyrzucony drzwiami wejdzie oknem i w końcu swoje osiągnie.

Ta galeria postaci, a nie wymieniłam wszystkich, to przekrój egipskiego społeczeństwa. Co szczególnie zwraca uwagę w diagnozie, którą stawia Al Aswani?

Po pierwsze los kobiety całkowicie uzależnionej od zachcianek mężczyzny i jeśli chce do czegoś dojść, a tym czymś w wypadku bohaterek powieści jest po prostu utrzymanie się na powierzchni, musi pogodzić się z seksualnym wyzyskiem i zaakceptować to, że tylko świadcząc drobne usługi seksualne, na przykład swojemu pracodawcy, może coś osiągnąć. Czym różni się druga (czytaj równoległa, na jaką pozwala islam, ale nie pozwala państwo), utrzymywana w ścisłej tajemnicy żona bogatego biznesmena i początkującego polityka Azzama od kochanki, a właściwie utrzymanki? Naprawdę niczym. Na ile taki obraz sytuacji egipskich kobiet jest prawdziwy, a może raczej należałoby zapytać: powszechny? Na pewno są w tym społeczeństwie kobiety wykształcone i samodzielne, ale o nich Al Aswani nie pisze.

Po drugie wszechogarniająca korupcja. Łapówki i haracze, drobne i ogromne, są tu na porządku dziennym. Trzeba je dać, aby zdobyć wolną komórkę na dachu, aby dostać się do Zgromadzenia Narodowego, aby być dobrze traktowanym w szpitalu, aby zostać studentem Akademii Policyjnej. Wydaje się, że bez pieniędzy niczego w tym świecie zdobyć nie można. Na pewno żyje się łatwiej, kiedy jest się dobrze urodzonym, ale to nie rozwiązuje wszystkiego. Lepiej być dzieckiem wysokiego urzędnika państwowego czy bogatego biznesmena niż synem stróża, ale  dopiero pieniądze otwierają wszystkie drzwi.

Po trzecie samowola, skorumpowanie i brutalność policji i służb specjalnych. To swoiste państwo w państwie. Zwykli policjanci mogą uprzykrzyć życie swoją służbistością czy lekko poturbować zatrzymanego. Wszystko jest tak naprawdę kwestią pieniędzy i układów: ten wygra, kto zapłaci więcej albo zna kogoś bardziej wpływowego. Dlatego pewnie policja jest z taką łatwością  wykorzystywana w rodzinnych czy sąsiędzkich sporach. Po prostu wystarczy zapłacić, aby brat czy sąsiad zostali zatrzymani czy choćby postraszeni. Ale prawdziwie niebezpieczne są służby specjalne, które inwigilują społeczeństwo i brutalnie, stosujac najwymyślniejsze tortury, rozprawiają się z protestujacymi studentami czy każdym czynnym przeciwnikiem państwa. Opisy tortur, jakim w więzieniu poddawany jest jeden z bohaterów powieści, są naprawdę przerażające.

Po trzecie stosunek do religii. Wielu bohaterów ma Boga na ustach, ale wydaje się, że są to tylko utarte formułki, które niewiele znaczą. Tak naprawdę żyją, jakby Bóg nie istniał. Nawet niektórzy duchowni są gotowi znaleźć w Koranie uzasadnienie dla każdego działania: czy jest to zmuszenie kobiety do aborcji, czy  udział Egiptu w wojnie o Kuwejt u boku Amerykanów. Inni bohaterowie są po prostu niereligijni. Żadna z głównych bohaterek powieści nie nosi chusty. Nie religia jest tu opresyjna, ale państwo, które toleruje korupcję (a może nawet jej sprzyja) oraz przemoc służb specjalnych, i ludzie. Ciśnie się na usta przysłowie: człowiek człowiekowi wilkiem. Tak jest w tej powieści. Ale gdzieś z boku, pod powierzchnią istnieje  grupa radykalnych muzułmanów, którzy gromadzą wokół siebie młodych, niezadowolonych, pozbawionych perspektyw ludzi z niższych warstw społecznych i szkolą ich w tajnych obozach. Stają się muzułmańskimi męczennikami gotowymi zginąć w walce z niewiernymi.

Cóż, niewesoły to obraz Egiptu, kraju zżeranego przez korupcję, kraju, gdzie trudno o pracę, gdzie wyrwać się z nizin społecznych można jedynie dzięki cwaniactwu i oszustwom, a nie dzięki ciężkiej pracy i ambicji. Kraju, w którym służby specjalne są wszechwładne, gdzie kobieta jest obiektem seksualnego wyzysku. Nic dziwnego, że jedna z bohaterek, młoda dziewczyna Busejna, nienawidzi Egiptu i jej największym marzeniem jest wyjazd gdziekolwiek (no może nie gdziekolwiek). Patriotą okazuje się stary Zaki, ale może dlatego, że pamięta inny, dawny Egipt, za którym tęskni, Egipt sprzed czasów Nasera. Tamten kraj też przecież nie był idealny, ale może lepszy od tego, który jest teraz? Jednak tego, ja, laik, na pewno nie rozstrzygnę.

"Chicago" Ala al-Aswaniego. Próba zrozumienia Egiptu i Egipcjan.

O książce Ala al-Aswaniego "Chicago" (Smak Słowa 2010) dowiedziałam się dzięki audycji radiowej. Pewnie nie byłoby rozmowy na jej temat, gdyby nie zainteresowanie Egiptem i krajami północnej Afryki w związku z rozruchami, które ogarnęły te tereny. Od razu zdradzę, że powieść egipskiego pisarza czyta się znakomicie. To taka literatura, dla której można zarwać noc. Nie dość, że opowiadane historie są interesujące, to dodatkowo ciekawość czytelnika jest umiejętnie pobudzana przez autora dzięki kompozycji. Ta wielowątkowa powieść, której akcja toczy się w Chicago na początku XXI wieku, ma licznych bohaterów. Ich historie opowiadane są naprzemiennie, a autor ma zwyczaj przerywać je w najbardziej emocjonującym momencie, aby zacząć towarzyszyć kolejnej postaci. Co stanie się dalej, czytelnik dowie się po przeczytaniu kilkunastu lub nawet kilkudziesieciau stron, śledząc w tym czasie zdarzenia równie ciekawe. Kilkakrotnie miałam ochotę przewertować kolejne strony po to tylko, aby natychmiast dowiedzieć się, jak potoczą się dalej losy porzucanego właśnie bohatera. Już dawno nie towarzyszyła mojej lekturze taka zwykła, czytelnicza niecierpliwość.

Akcja powieści rozgrywa się w Chicago przede wszystkim na uniwersytecie medycznym, na którym studiuje liczna grupa stypendystów egipskich robiących doktoraty. Na ogół są bardzo zdolni i niezwykle pracowici. Zdobycie naukowego tytułu na amerykańskiej uczelni jest dla nich szansą na karierę po powrocie do kraju. Jak łatwo zgadnąć, autor rozpościera przed czytelnikiem panoramę różnych postaw i życiowych dróg. Jest więc Tarik, uporządkowany, systematyczny, solidny, raczej poważny i ponury, któremu dnie upływają na rutynowo powtarzanych czynnościach, przede wszystkim na rzetelnej nauce. Tak będzie dopóki się nie zakocha w swojej koleżance, która właśnie przybyła na stypendium. Szajma to czterdziestoletnia panna (według kryteriów egipskich nie singielka, lecz po prostu stara panna) z Tanty. I chociaż to miasto uniwersyteckie w oczach pochodzącego z Kairu Tarika Szajma jest wieśniaczką. Małżeństwo z nią byłoby dla niego mezaliansem, jest przekonany, że stać go na lepszą partię. Z jej strony to pierwsze wielkie i szczere uczucie, które spadło na nią, kiedy już zwątpiła w zamążpójście. Zbliża ich do siebie samotność i poczucie obcości z daleka od ojczyzny. Oboje są wierzącymi muzułmanami, ale namiętność spowoduje, że złamią religijne zasady. Szczególnie ona okupi to rozterkami duchowymi i wyrzutami sumienia, i lękiem o swoją przyszłość. Jeśli Tarik nie ożeni się z Szajmą, będzie zhańbiona i ostatecznie straci szansę na małżeństwo. Takie zasady jej wpojono, takie wychowanie odebrała. To ona ryzykuje, bo jest kobietą, mężczyzna nie. On będzie usprawiedliwiony, żadne odium na niego nie spadnie. Nawet pobyt w Stanach, na amerykańskim uniwersytecie, wśród amerykańskich studentów nie rozluźnia norm obyczajowych, jakimi kieruje się Szajma.

Podobnie jest z drugą bohaterką, Marwą, żoną czarnego charakteru, karierowicza i aparatczyka Danany. Danana jest wyjątkowo śliskim typem, robi karierę nie dzięki swojej pracowitości czy zdolnościom, lecz dlatego, że wysługuje się władzom egipskim. Jest przewodniczącym związku studentów egipskich, utrzymuje ścisłe kontakty z pracownikami konsulatu i ambasady, głównie z pewnym pracownikiem służby bezpieczeństwa, a jego rolą jest infiltracja środowiska, szczególnie studentów, którzy mieli zatargi z władzą na tle politycznym. Danana dla kariery jest gotów na każde świństwo, a żonę, z którą ożenił się dla pieniędzy, traktuje przedmiotowo. Los Marwy jest nie do pozazdroszczenia. Szybko pozbywa się złudzeń związanych ze świeżo poślubionym małżonkiem, odkrywa jego wady, a szczególnym koszmarem jest dla niej seks. Wychowana tradycyjnie, nie wie, czego może oczekiwać i wymagać, zaciska zęby i biernie godzi się na los poniewieranej, wykorzystywanej żony, tym bardziej, że nie znajduje wsparcia ze strony rodziców, którzy dotąd ją rozpieszczali. Matka powie jej tylko, że z czasem na pewno przekona się do męża, zreszta rolą kobiety nie jest oczekiwanie rozkoszy w tej sferze życia.

Jeszcze inny jest Nadżi, poeta, który medycynę studiuje tylko po to, aby móc pisać wiersze. Nadżi ma kłopoty polityczne, w Egipcie siedział w więzieniu, był torturowany, mimo to zamierza powrócić do ojczyzny, bo tam jego miejsce. Jest człowiekiem ideowym, bezkompromisowym, mającym swoje zdanie, gotowym wdać się w spór polityczny czy ideowy.  Nie potrafi stać z boku i nawet w Chicago wykorzysta okazję do działalności politycznej. Jest muzułmaninem, ale nakazów religijnych przestrzega dość swobodnie: pije wino, wdaje się w namiętny romans z amerykańską żydówką i nie ma z tych powodów religijnych wyrzutów sumienia.

Poznajemy też historie trzech Egipcjan ze starszego pokolenia. To około sześćdziesięcioletni profesorowie medycyny, którzy Egipt opuścili trzydzieści lat temu i w Stanach pozostali na stałe, robiąc tu dzięki swojej pracowitości, wytrwałości i zdolnościom kariery naukowe. Jeden z nich, Karam, egipski Kopta, jest wybitnym kardiochirurgiem. Różne były powody, dla których zdecydowali się nie wracać do kraju. Różnie po latach patrzą na swoją dawną ojczyznę. Rafat z gorliwością neofity pogardza Egiptem i Egipcjanami, jest ślepo zapatrzony w Amerykę, wielbi wszystko, co amerykańskie, uważa się za Amerykanina, ale córkę potraktuje raczej jak Egipcjanin. Inny profesor, Salah, przeżywa właśnie kryzys. Dokonuje życiowego bilansu i odkłamuje swoją przeszłość. Przyznaje się przed sobą do prawdziwych motywów, jakimi kierował się w przeszłości, decydując się na opuszczenie Egiptu, a potem małżeństwo z Amerykanką. Ogarnia go nagła tęsknota za krajem i poczucie życiowej klęski.

Wśród tej mozaiki egipskich bohaterów jest też para amerykańska. To Graham, niegdyś hipis, buntujący się przeciwko mieszczańskiemu życiu, brudom polityki i wojnie w Wietnamie. Otoczony szacunkiem i nimbem dawnej sławy, wolnomyśliciel i człowiek, który w momencie kryzysu potrafi przypomnieć sobie, jak żył kiedyś i w imię miłości ograniczyć swoje potrzeby. Jego towarzyszką życiową jest, dużo młodsza od niego, czarna Carol, która nie może znaleźć pracy ze względu na kolor skóry. Chociaż oczywiście nikt nie powie jej tego wprost, bo przecież nie może, jest przekonana, że właśnie z tego powodu jej starania o kolejne posady kończą się niepowodzeniami.

Wszyscy ci bohaterowie i jeszcze kilku innych, o których nie wspomniałam, są znakomicie scharakteryzowani, a ich losy ciekawe. Poznajemy tych ludzi w momentach przełomowych i ważnych, a ich historie kończą się w sposób nieoczekiwany. Jak, oczywiście nie będę zdradzać.

W akcję wpleciony jest też wątek sensacyjno-polityczny związany z przygotowywaną w Stanach wizytą prezydenta Mubaraka, który ma też odwiedzić Chicago i w konsulacie spotkać się z miejscowymi Egipcjanami, między innymi stypendystami z uniwersytetu medycznego. Samo spotkanie, które stanowi kulminacyjny moment powieści, przedstawione jest w sposób, który nam może się wydać groteskowy, ale przypuszczam, że jest prawdziwy. Sterowany entuzjazm zgromadzonych, czołobitne, wiernopoddańcze, wazeliniarskie mowy, aktywność służb specjalnych i bezwzględność samego Mubaraka traktowanego przez pracowników konsulatu jak cesarz, a może adekwatniejsze byłoby porównanie do faraona. Chociaż powieść opowiada o losach Egipcjan, którzy spotykają się w Chicago, to Aswani pisze też o sytuacji społecznej i politycznej w Egipcie. Potwierdza się to wszystko, co teraz wiemy dzięki wzmożonemu zainteresowaniu mediów spowodowanemu styczniowymi zamieszkami. Bieda, zacofanie, brak perspektyw, korupcja, nepotyzm, zamordyzm polityczny, wszechobecność służb specjalnych, tortury, bezradność tych, którzy się buntują. Dopełnia ten obraz narastający konserwatyzm religijny i obyczajowy, który szczególnie odbija się na losie kobiet. Ale dostaje się nie tylko politykom, również społeczeństwu egipskiemu. Autor wkłada w usta jednego z bohaterów takie słowa:

"... Egipcjan w ogóle nie obchodzi demokracja. Zresztą nie są do niej stworzeni. Egipcjanie intersują się na tym świecie wyłącznie trzema sprawami: religią, chlebem i swoimi dziećmi. Najważniejsza z tego jest religia. Można ich skłonić do rewolucji, tylko atakując ich wiarę."

Przynajmniej w tym punkcie diagnoza okazała się nietrafna: Egipcjanie wyszli na ulicę nie z powodu wiary, lecz raczej chleba. Ostrze krytyki dotyka też polityków amerykańskich, którym nie chodzi o demokrację w Egipcie, wolność w głoszeniu przekonań politycznych czy przestrzeganie praw jednostki, ale o zabezpieczenie swoich interesów. Polityka to cyniczna gra, nie szlachetne idee. Oczywiście żadne to odkrycie.

Ta powieść, którą tak świetnie się czyta, jest w gruncie rzeczy powieścią bardzo gorzką. Takie są losy wielu bohaterów i taki jest obraz społeczeństwa. Dobro tu niekoniecznie zatriumfuje, a zło wcale nie poniesie zasłużonej klęski. Ta gorzkość jednak stępiona jest trochę przez lekką formę, o której wspominałam. Dla jednych to pewnie zaleta, dla innych drobny minus. Tak czy inaczej niewątpliwie warto po nią sięgnąć, choćby po to, aby jeszcze lepiej poznać innego. Kto przeczytał ją kilka miesięcy temu, być może nie był tak bardzo zaskoczony tym, co wydarzyło się zimą w Egipcie. Polecam! I jeszcze jedno: na podkreślenie zasługuje bardzo staranne opracowanie powieści. Jest przedmowa profesora Marka Dziekana, są liczne przypisy objaśniające nie tylko arabskie słownictwo, ale także komentujące egipskie wydarzenia polityczne, o jakich mowa w książce, czy tłumaczące, kim są autentyczne postacie, do których odwołują się bohaterowie czy narrator. Tym bardziej polecam!

Świat, którego juz nie ma, czyli "Wyjście z Egiptu" Andre Acimana.

Tę książkę, wydaną przez wydawnictwo Czarne (2009), przeczytałam jakiś czas temu, ale ponieważ jest jedną z tych, które utkwiły w mojej pamięci, więc w przerwie między poprzednią a aktualną lekturą parę słów o niej. Tytuł nawiązuje do biblijnego wyjścia Żydów z Egiptu, ale jest to powieść, której akcja sięga czasów przed drugą wojną światową, by skończyć się w roku 1964 tytułowym wyjściem z Egiptu. Narrator opowiada historię licznej rodziny Żydów sefardyjskich, która na początku dwudziestego wieku stopniowo osiedlała się w tym kraju po wyjeździe z Konstantynopola, by potem, wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną, stopniowo Egipt opuszczać. Powieść o świecie, którego już nie ma, świecie, w którym obok siebie żyli Żydzi, Arabowie i Europejczycy, tworząc niezwykłą mieszankę kultur i obyczajów.

Przede wszystkim jest to książka niezwykle zabawna i ciekawa. Rodzinną historię i świat Aleksandrii, gdzie mieszkają bohaterowie, poznajemy oczami kilkuletniego, potem kilkunastoletniego, chłopca. To on jest bowiem narratorem. W tej sadze rodzinnej aż roi się od dziwacznych, barwnych i zabawnych postaci. Taki jest wuj Wili, najstarszy z rodzeństwa, podwójny szpieg, drobny hochsztapler, ale w gruncie rzeczy dobry człowiek; obie babki narratora, w dziecinny sposób rywalizujące o względy swojego wnuka tak, jakby chciały go sobie wzajemnie podebrać; głuchoniema matka narratora, często wysługująca się swoim synem, kobieta piękna, o twardym charakterze, potrafiąca wydać z siebie niezwykły pisk, którym terroryzowała otoczenie; liczne ciotki i liczni wujowie o barwnych charakterach i niezwykłych historiach (już same ich imiona powodują nostalgię za tym egzotycznym światem: Flora, Estera, Elza, Klara, Izaak, Nessim, a to jeszcze nie wszyscy); nestorka rodu, czyli prababka narratora, u której w mieszkaniu gromadzi się cała rodzina w chwilach politycznych zawieruch; wreszcie arabska służba, sąsiedzi i przyjaciele różnych narodowości. Aleksandria tamtych lat to istny wielokulturowy tygiel. Wszyscy krewni narratora prowadzą mniejsze lub większe interesy, z mniejszym lub większym powodzeniem.

Ale ta zabawna opowieść podszyta jest smutkiem i nostalgią za światem minionym. Egzystencja Żydów sefardyjskich w Egipcie, początkowo przyjemna i barwna, z powodu zawieruch historycznych staje się z czasem coraz trudniejsza i niebezpieczna. Tak jest szczególnie w roku 1942, kiedy wojska Rommla zbliżają się do Aleksandrii i wydaje się tylko kwestią czasu, kiedy Niemcy zajmą Egipt. Wtedy los Żydów byłby oczywiście przesądzony. Jednak ta historia opowiadana z perspektywy kilkunastoletniego chłopca, który zna ją z przekazów rodzinnych (urodził się na początku lat pięćdziesiątych) jest bardziej zabawna niż groźna. Opowieści na temat Niemców, którymi straszą się wzajemnie członkowie rodziny, powodują raczej śmiech niż lęk. To czytelnik obarczony bagażem wiedzy o tym, co działo się wtedy w Europie, zna prawdziwe zagrożenie. Kolejnym niebezpiecznym momentem jest wojna o Kanał Sueski w roku 1956. Ale i tym razem groza tamtych wydarzeń łagodzona jest przez pamięć narratora. Naloty, zaciemnienia, sparaliżowane życie Aleksandrii, zapamiętane i opowiadane przez kilkuletniego chłopca, są po prostu przygodą. To moment, kiedy rodzina może kolejny raz zgromadzić się w domu seniorki rodu, jego prababki, a rutyna codzienności zostaje zastąpiona niezwykłymi zdarzeniami. Niestety, odtąd życie nie będzie już takie jak dawniej. Niechęć do Żydów narasta (Izrael obok Francji i Wielkiej Brytanii był agresorem w tym konflikcie), stopniowo krewni i przyjaciele opuszczają Egipt, udając się w różne strony Europy. Czujemy upływający czas, wszystko się zmienia i przemija. Ci ludzie bardzo często wyjeżdżają właściwie bez niczego, bo ich majątki podlegają nacjonalizacji. Tu, inaczej niż w historii rodzinnej Amosa Oza, to Europa, do której muszą uciekać, jest światem trochę upragnionym, ale jednak obcym. Istnieje wszak jedno podobieństwo: Żydzi przybywający do Palestyny w latach trzydziestych i Żydzi opuszczający Egipt w latach pięćdziesiatych i sześdziesiątych muszą wszystko zaczynać od nowa.

Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Ta książka jest też opowieścią o poszukiwaniu tożsamości. Kim są ci ludzie, którzy przybywali do Egiptu z Konstantynopola i innych stron? Mieszkają w Egipcie, ale nie znają arabskiego. Mówią po francusku albo w ladino (mieszanka hebrajskiego i hiszpańskiego). Wychowani w kulturze europejskiej marzą o Wenecji, Paryżu czy Toskanii, ale  kiedy nadchodzi czas, z niechęcia opuszczają Egipt. Nie są też specjalnie religijni. Jakże zdziwiony jest narrator, kiedy przypadkiem dowiaduje się, że ma obywatelstwo tureckie. A przeciez Turcja była mu przedstawiana przez różnych krewnych jako kraina ludzi prymitywnych, prostackich, brudnych i zacofanych!   

Popularne posty