Graham Greene "Moc i chwała"

Graham Greene to dziś w Polsce pisarz zapomniany, rzadko

wznawiany. Przeczytałam tylko trzy jego powieści, teraz już cztery, ale od pierwszych lektur mam jego twórczość gdzieś z tyłu głowy i postanowienie, że muszę od czasu do czasu sięgać po jeden z jego tytułów. Zaczęłam bardzo dawno temu od "Sedna sprawy" i "W Brighton". Szczególnie ta pierwsza powieść tkwi we mnie do dziś, jest dla mnie na tyle ważna, że przeczytałam ją kilkanaście lat temu po raz drugi, ale że było to w czasach przedblogowych, nie ma tu po niej śladu. Do dziś mam obie książki na półce. Parę lat temu kupiłam sobie kilka jego powieści w antykwariacie i dwa wznowienia w wersji elektronicznej, dotąd przeczytałam jedną, "Czynnik ludzki"

Nie czuję się specjalistką od Grahama Greene'a, ale wiem, że w jego bardzo bogatej twórczości można wyróżnić dwa nurty. Jeden to powieści pozornie lżejsze, sensacyjne, szpiegowskie, czasem romanse. Drugi to rzeczy wagi cięższej - ich bohaterowie zawsze stają przed trudną, dramatyczną sytuacją, targają nimi dylematy moralne, jakie rzadko już stają się udziałem współczesnego człowieka, muszą dokonać jakiegoś wyboru, bywa, że żadna z dróg nie jest dobra. Traktują życie, świat, ludzi i siebie bardzo serio. Ale nawet te pozornie lżejsze tytuły też mają swoją wagę. Do tej drugiej kategorii zaliczam moje ulubione "Sedno sprawy", "W Brighton" i właśnie przeczytaną "Moc i chwałę" (Instytut Wydawniczy Pax 1985; przełożył Bolesław Taborski). Jest jeszcze jedna charakterystyczna cecha jego twórczości - pisarz często umieszcza akcję w różnych częściach świata, na przykład w Hawanie, w Wietnamie czy Meksyku. To pokłosie jego licznych podróży. Ze swoich doświadczeń czerpał też w powieściach szpiegowskich, bo w czasie drugiej wojny działał w ten sposób na rzecz swojej ojczyzny, Wielkiej Brytanii. Twórczość Grahama Greene'a, przynajmniej jej część, często wrzuca się do szufladki religijnej, co może jednych przyciągać, innych odstręczać. Chociaż rzeczywiście wiara bywa istotna w życiu niektórych bohaterów,  czasem są nimi księża, to zapewniam, że osoba nie mająca nic wspólnego z Kościołem, niewierząca śmiało może po jego twórczość sięgać, bo są to powieści uniwersalne, o czym za chwilę postaram się przekonać osoby czytające te refleksje.  

Jak to się stało, że znowu, po siedmiu latach, sięgnęłam po kolejną powieść Grahama Greene'a, "Moc i chwałę"? Oczywiście zadecydował przypadek i impuls - w jednym z podcastów, którego regularnie słucham, dwaj bardzo poważni i cenieni przeze ze mnie rozmówcy, filozof i profesor literatury, przywołali właśnie ten tytuł, bardzo go polecając. Nie zastanawiałam się długo, bez trudu dostałam książkę w bibliotece, co nie znaczy, że byłam pierwszą wypożyczającą ją od lat. Okazuje się, że co jakiś czas ktoś  po nią sięga. A więc może nie jest tak źle.

Akcja powieści rozgrywa się w Meksyku w latach trzydziestych zeszłego wieku. W wyniku lewicowej rewolucji i religijnej wojny domowej trwają prześladowania Kościoła i księży. Ale i druga strona konfliktu nie pozostaje dłużna. Lista okrucieństw jest długa z obu stron. W niektórych stanach zburzono kościoły, zakazano praktyk religijnych, a księża, którzy nie zdecydowali się na porzucenie sutanny, są ścigani i rozstrzeliwani. I właśnie w jednym z takich stanów pozostał już tylko ostatni ksiądz, główny bohater tej powieści. Pozostali zostali rozstrzelani w glorii męczeństwa, a jeden zdecydował się opuścić stan kapłański, przejść na państwową pensję i ożenić (przymusowo). 

Główny bohater tej opowieści od ośmiu lat się ukrywa, ucieka, świadcząc potajemnie swoją posługę. Ale pętla coraz bardziej się zaciska. Za informację o nim wyznaczono nagrodę, ksiądz nie ma wątpliwości, że prędzej czy później jakiś biedny wieśniak połaszczy się na te pieniądze. Jakby tego było mało, porucznik milicji z posterunku, który zajmuje się poszukiwaniami, postanowił złamać opór wieśniaków i księdza, biorąc w wioskach, w których mógł się ukryć, zakładników. Jest jednak szansa na ratunek - przejście przez góry do innego stanu, gdzie jest inne życie. Ale coś go tu trzyma. Wierzy, że jest potrzebny ludziom. Coraz bardziej zaszczuty, głodny, brudny, obszarpany, przypominający bardziej ścigane zwierzę niż człowieka, bez wina, które umożliwiłoby odprawianie mszy - alkohol też jest zakazany, a poza tym on nie ma pieniędzy - szuka tymczasowego schronienia w różnych miejscach, a przede wszystkim w wioskach. Ale czy w tej sytuacji może jeszcze komukolwiek zaufać?

Autor stawia trudne pytania. Dlaczego to robi? Z poczucia obowiązku, bo musi służyć ludziom, którzy go potrzebują? Czy rzeczywiście tak wielu go jeszcze potrzebuje? Kiedy przybywa do wioski, niekoniecznie na niego czekają, boją się. Czasem jednak ktoś go rzeczywiście wzywa. Chce do końca być wierny obranej drodze? Okryć się sławą męczeńskiej śmierci? I najważniejsze - czy nie powinien się ujawnić, skoro wie, że ceną jego życia jest życie bogu ducha winnych zakładników? W gruncie rzeczy nie jest wcale odważny, boi się nie tyle śmierci, ile związanego z nią bólu. Doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich słabości. Jest alkoholikiem, ma nieślubne dziecko z kobietą, której nawet nie kochał, nigdy nie był jakoś szczególnie gorliwy religijnie. Kiedy wspomina dawne czasy, z tęsknotą myśli o wygodnym, dostatnim i spokojnym życiu, jakie wtedy prowadził.

Gdyby ich opuścił, byliby bezpieczni i wolni od złego przykładu, jaki dawał. On był jedynym księdzem, jakiego dzieci mogły pamiętać: właśnie on będzie jedynym źródłem wyobrażeń o wierze. Ale i od niego także ludzie przyjmowali Boga. Jeśli odejdzie, będzie to wyglądało, jak gdyby na całej przestrzeni między morzem a górami Bóg przestał istnieć. Czyż nie jest jego obowiązkiem zostać, nawet jeśli nim pogardzają, nawet jeśli z jego powodu zostaną zamordowani? Nawet jeśli zgorszą się jego przykładem.

Ale Maria, z którą ma dziecko, oskarża go.

- Niech już ksiądz pójdzie... w ogóle stąd pójdzie. Ksiądz się już tu nikomu na nic nie przyda. (...) Czy ksiądz nie rozumie? Nie chcemy księdza tu więcej. (...) Czy ksiądz myśli, że Bóg chce, aby taki ksiądz-pijaczyna został tu i ginął za Niego? (...) Przypuśćmy, że ksiądz zginie. Ksiądz będzie męczennikiem, no nie? I co to będzie za męczennik z księdza? Taki, że ludzie będą szydzili tylko.

Ale i kondycja Jose, księdza, który uległ, zrzucił sutannę i pod przymusem ożenił się, też wcale nie jest godna pozazdroszczenia. Gardzi sobą, stał się pośmiewiskiem, żyje z kobietą, do której nic nie czuje, i drży ze strachu, kiedy jakaś zdesperowana osoba błaga go o kapłańską posługę. Jest kłębkiem nerwów, wiedzie nędzne życie.

Stary człowiek siedział na skrzyni w małym, suchym patio. Był bardzo gruby i miał krótki oddech, dyszał jakby po wielkim wysiłku podczas upału. (...) Myślał z zazdrością o ludziach, którzy zginęli; wszystko skończyło się tak szybko. Wzięto ich na cmentarz i rozstrzelano pod ścianą: w ciągu dwóch minut zgasło w nich życie. I to nazywano męczeństwem. Tutaj życie wlokło się i wlokło. Miał tylko sześćdziesiąt dwa lata. Mógł dożyć do dziewięćdziesięciu. (...) Wiedział, że był błaznem. Żeniący się stary człowiek był już wystarczająco groteskowy, a cóż dopiero stary ksiądz... (...) Był po prostu tłustym, niedołężnym starcem, z którego drwiono i szydzono, gdy kładł się do łóżka.

Nędzne życie wiodą tu właściwie wszyscy bohaterowie, których poznajemy, bo nędzny jest świat, w jakim żyją. Dentysta, który przyjechał z Wielkiej Brytanii do Meksyku, aby odbić się finansowo, a teraz nie może wyjechać, bo jego oszczędności w wyniku inflacji straciły na wartości. Czuje się samotny i złapany w pułapkę. Rodzina przedstawiciela amerykańskiej firmy eksportującej banany. Żyją gdzieś na odludziu, żona jest nieszczęśliwa i wiecznie niedomaga - trudno powiedzieć, czy rzeczywiście choruje, czy to hipochondria - córka musi uczyć się korespondencyjnie, bo nie ma tu szkoły. A przede wszystkim wieśniacy żyjący w odludnych wioskach, potwornie biedni. Spotkany przypadkowo Metys, brudny, odpychający, a jednak budzący współczucie, który, jak podejrzewa ksiądz, chce go zadenuncjować dla pieniędzy. A jaka przyszłość czeka małą, już zdemoralizowaną, córkę księdza, którą sprowadził na świat przez przypadek? Przecież kiedy szedł do łóżka z kobietą, której nie kochał, nie marzył o dziecku. Teraz jednak jeśli na czymś mu zależy, to właśnie na niej. Jeśli się o coś modli, to o nią. Nic to nie da. Mała przez miejsce swojego urodzenia skazana jest na nędzne, biedne życie. Ta wszechobecna bieda, brzydota i miałkość tego świata jest bardzo przygnębiająca i poruszająca. Czy życie tych ludzi było lepsze, bardziej wzniosłe, kiedy mogli swobodnie praktykować? Jeden z bohaterów mówi do swojego syna:

- Ty nie pamiętasz czasów, kiedy tu był kościół. Ja byłem kiepskim katolikiem, ale to oznaczało... no, muzykę, światła, miejsce, gdzie można by posiedzieć  z dala od upału... a twoja matka, no zawsze miała coś do roboty. Gdybyśmy mieli teatr, w ogóle coś zamiast tego, nie czulibyśmy się tacy opuszczeni.

Bardzo ciekawą postacią jest porucznik ścigający księdza, jego oponent. Fanatyk wierzący, że sprawa, której służy, pomoże tym wszystkim biedakom. Nieważne są koszty, ważny jest cel. Czy jednak w gruncie rzeczy nimi nie gardzi? Skąd wie, co dla nich dobre? I jak niby ma się spełnić ta utopia, w którą wierzy?

Jest w tej powieści jedna przerażająca scena. To walka wygłodniałego człowieka i zabiedzonego psa o kość, na której widać resztki mięsa. Dawno nie czytałam czegoś tak mocnego i przerażającego. A chwilę potem ksiądz w opuszczonej wiosce znajduje książkę z poezją Tennysona. Uświadamia sobie, jak marne życie prowadzi. 

Od wielu miesięcy ksiądz nie widział żadnej książki. Leżała tam i pleśniała prawie jak obietnica lepszej przyszłości; obietnica życia w spokojnych domach, w których będą odbiorniki radiowe i półki z książkami, i łóżka zaścielone na noc, i obrusy przy posiłkach.

W świat tej powieści wchodzi się bardzo intensywnie. Opisany jest niezwykle  sensualnie. Czułam trud zaszczutego księdza, jego głód, oblepiający go brud, razem z nim brzydziłam się łachmanów, jakie miał na sobie. Podobnie głęboko odczuwałam los innych bohaterów znakomicie sportretowanych.

Nie jest to powieść lekka, łatwa i przyjemna, ale niezwykle interesująca. Warto po nią sięgnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty