Sharon Rotbard "Białe miasto, czarne miasto. Architektura i wojna w Tel Awiwie i Jafie"

"Białe miasto, czarne miasto. Architektura i wojna w Tel Awiwie i w

Jafie" Sharona Rotbarda (Filtry 2022; przełożyła Katarzyna Makaruk) to kolejna książka o konflikcie izraelsko-palestyńskim, po którą sięgnęłam. I na pewno nieostatnia, bo mam ich jeszcze kilka, a temat interesował mnie od dawna. Niestety wciąż tylko zyskuje na aktualności. Ta przeleżała trochę w moim czytniku, a i kupiłam ją nie od razu po premierze. 

Najpierw kilka słów o autorze, co rzuci też światło na to, czym jest ta pozycja. Sharon Rotbard to architekt, aktywista, autor publikacji, laureat nagród architektonicznych, wykładowca akademicki i współwłaściciel oraz redaktor wydawnictwa, w którym ukazują się książki nie tylko z dziedziny architektury. Mieszka w Jafie. Na treści tej książki odbił się jego zawód i aktywizm.

Bo "Białe miasto, czarne miasto" to opowieść o Tel Awiwie i Jafie, niegdyś dwóch odrębnych miastach, dziś tworzących jeden organizm. Opowieść o ich architekturze, historii i oczywiście polityce, czyli konflikcie izraelsko-palestyńskim, który położył się cieniem na Jafie, a właściwie doprowadził do jej unicestwienia, ale o tym za chwilę.

Zacznę od objaśnienia tytułu - czym jest białe miasto, a czym czarne? Otóż białe miasto to modernistyczny, europejski Tel Awiw, przynajmniej tak chcą go widzieć jego żydowscy, pochodzący z Europy, mieszkańcy, a czarne to oczywiście arabska, niegdyś, Jafa. Biel i czerń widać doskonale na zdjęciach lotniczych pochodzących z różnych okresów, które można znaleźć w środku wraz z komentarzem autora.  Książka składa się z trzech części. Pierwsza poświęcona jest białemu miastu, druga czarnemu, a trzecia stanowi podsumowanie dociekań.  

W części pierwszej Sharon Rotbard udowadnia, że opowieść o białym, modernistycznym, bauhausowskim mieście to mit. Mit narodzony dzięki architektonicznej wystawie z roku 1984, a przyklepany wpisaniem modernistycznych dzielnic Tel Awiwu na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kiedy przed laty byłam w Izraelu, oczywiście wybrałam się na wycieczkę z przewodniczką po telawiwskim Bauhausie. Na czym opiera się ten mit? Przede wszystkim na tym, że ta część miasta była projektowana przez żydowskich architektów związanych z architektoniczną szkołą Bauhausu, którzy uciekli z III Rzeszy do Izraela, chroniąc się przed prześladowaniem Żydów. Kolejne elementy mitu to biel i budowa na wydmach, co zaowocowało chwytliwym hasłem: ziemia bez ludzi dla ludzi bez ziemi, a także opowieścią o tym, że ciężko pracujący Żydzi sprawili, że pustynia zakwitła. Tymczasem autor pokazuje, że miasto powstające w latach 20. i 30. zeszłego wieku ani nie jest jednolite, ani całkowicie białe, a tylko nieliczni jego twórcy rzeczywiście identyfikowali się  z wypracowanym przez Bauhaus stylem. Nie było to też budownictwo społeczne, a komercyjne, co sprzeczne jest z ideą niemieckiej szkoły. Miasto nie powstało też na wydmach, a w miejscu jafskich sadów i ogrodów, a stanowiące je działki nie zawsze były najtańsze. Tylko część zakupionego terenu to wydmy, ażeby budować, po prostu je zniwelowano. Więc jeśli już, to miasto powstawało nie na nich, a w ich miejscu.

Sharon Rotbard pisze o tym, czemu służą te mity, w które mieszkańcy Tel Awiwu tak chętnie wierzą, mało tego, sprzedają je światu. Otóż po pierwsze podnosi to ich ego - dzięki mitowi Bauhausu Tel Awiw dołącza do rodziny miast europejskich, a nawet światowych, takich jak Berlin czy Londyn. Białe miasto staje się symbolem europejskości, sprawia, że Tel Awiw wychodzi z cienia arabskiej Jafy szczycącej się czterema tysiącami lat historii i zyskuje własne stare miasto historyczne centrum. Ma to swoje dalsze konsekwencje - najważniejsze stają się korzenie środkowoeuropejskie, a inne, na przykład te z krajów Maghrebu czy z Etiopii, a nawet ze Wschodniej Europy, są ignorowane, aszkenazyjczycy uważają się za lepszych i ważniejszych od sefardyjczyków. W architekturze szlachetne staje się tylko to, co białe, pogardza się stylem orientalnym, wschodnioeuropejskim czy eklektycznym. Określenie, że coś jest skrzyżowaniem Berdyczowa z Bagdadem to obelga. Jednym słowem architektura stanowi pole walki ideologicznej. Nie po raz pierwszy w historii. Z kolei mit budowy Tel Awiwu na wydmach ma dać miastu alibi jego niewinności - niczego nikomu nie zabrano, nikogo nie wypędzono, po prostu kupiono za bezcen puste, nikomu niepotrzebne tereny i zrobiono coś z niczego. Ten mit ma za nic wcześniejszych mieszkańców i sąsiedzkie relacje.

W tym miejscu koniecznie muszę wspomnieć, że dla kogoś, kto nie interesuje się architekturą, niektóre fragmenty pierwszej części mogą być nieciekawe czy wręcz nudne. Dlatego, mimo że część druga w znacznie większym stopniu skupia się na historii i na konflikcie żydowsko-palestyńskim, na pewno nie będzie to książka dla każdego interesującego się tym problemem. Skupienie na architekturze może okazać się barierą. 

Jak już wspomniałam, w drugiej części książki autor skupia się na tym, jak Tel Awiw pożarł Jafę, przyczynił się do jej materialnego i kulturowego unicestwienia, wymazał jej arabskie i wielokulturowe dziedzictwo, czyniąc z jej najstarszej części turystyczną wydmuszkę i degradując jej inne dzielnice oraz ich mieszkańców. Z mojej izraelskiej podróży pamiętam rozczarowanie Jafą, która wydała mi się sprowadzona do jednego placu i kilku uliczek, pustych, bez życia. Po przeczytaniu tej książki, zrozumiałam dlaczego. 

A przecież w XIX wieku Jafa przeżywała ekonomiczny boom dzięki eksportowi owoców, a przede wszystkim pomarańcz. Dziś znajdująca się na nich nalepka Jaffa  wcale nie oznacza, że pochodzą one stąd, bo po pierwsze od dawna nie ma już tych sadów i upraw, a po drugie marka została przed laty sprzedana przez  izraelski koncern międzynarodowemu. Paradoksalnie tamten dziewiętnastowieczny sukces miał stać się w przyszłości przyczyną klęski miasta, bo ściągali do niego żydowscy emigranci z Afryki Północnej. Stopniowo zaczęli budować nowe dzielnice, które potem wyewoluowały w Tel Awiw. Jak pisze autor - Tel Awiw nie zrodził się z wydm, ale z Jafy, którą stopniowo zaczął okrążać, odcinając jej kontakt z wiejskim zapleczem, szlakami handlowymi, terenami w głębi lądu, aż ją zadusił. Sytuacja pogorszyła się jeszcze w wyniku budowy żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu. Do jej upadku przyczynił się też krach ekonomiczny spowodowany przez obie wojny światowe, bo już w latach dwudziestych zeszłego wieku palestyńscy rolnicy w wyniku sytuacji ekonomicznej zaczęli sprzedawać sady żydowskim pośrednikom. Swoje dodali oczywiście Brytyjczycy, którzy po upadku imperium osmańskiego zaczęli sprawować tu rządy mandatowe. Sprzyjali Żydom, modernizowali kraj, wyburzyli historyczne centrum Jafy. Im bardziej rozbudowywał się Tel Awiw, tym bardziej karlała jego stara, zacna sąsiadka. Ostateczny cios zadało miastu zdobycie go w 1948 roku przez Żydów na dwa dni przed proklamacją Izraela.

Klęska Jafy oznaczała jej całkowite unicestwienie - zniknęli ludzie, wymazano ich dziedzictwo, kulturę, gospodarkę, domy. Miasto systematycznie niszczono, degradowano, chaotycznie przebudowywano, zmieniano nazwy ulic, zacierając pamięć o jego arabskiej przeszłości. Kiedy wysadzono ratusz i rabowano domy, zniknęły dokumenty i całe piśmiennictwo. Osiedlano tam Żydów przybyłych z Bałkanów i Afryki Północnej, którzy nie mieli pojęcia o przeszłości tego miejsca. Potem przyczepiono Jafie łatkę siedliska zepsucia i dzielnicy nędzy. Dlatego w latach 60. zeszłego wieku wysiedlono tych palestyńskich mieszkańców, którzy tam jeszcze zostali, a na ich miejsce sprowadzono artystów, czyniąc z miasta artystyczną i turystyczną wydmuszkę. Podobnie postępowano z innymi miejscowościami, na przykład z Safedem.

Trudno czytać część drugą tej książki bez emocji. Kolejny żydowski autor obala izraelskie mity. Umieszcza też to, co stało się między Tel Awiwem a Jafą, na szerszym tle. Pisze o tym, że biała architektura tworzona w różnych zakątkach świata przez białych dla białych to przejaw kolonializmu. Nie inaczej było tu.

Na pewno nie jest to książka dla wszystkich, ale jeśli ktoś przynajmniej odrobinę interesuje się architekturą, to zdecydowanie polecam. A dla szerszej publiczności jest inna pozycja Filtrów - zbiór opowiadań "Adżami. Opowieści z Jafy" Jossiego Granowskiego. Naprawdę świetny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty