Indie to jeden z tych literackich kierunków, który pilnie śledzę.
O czym jest ta powieść? W wielkim skrócie to historia dwóch rodzin mieszkających w Indiach, a przede wszystkim Sonii i Sunny'ego, przedstawicieli najmłodszego pokolenia każdej z nich. Ale poznajemy też bardzo dobrze starszych członków rodziny, dziadków Sonii, jej odesłaną do domu po nieudanym małżeństwie ciotkę i przede wszystkim rodziców. Ojciec Sunny'ego nie żyje, ale matka, Babita, jest jedną z ważniejszych bohaterek. Dowiemy się też co nieco o jej szwagrach, z którymi prowadzi spór o dom. Do tego dochodzi liczna domowa służba, postacie z drugiego planu, ale nadające powieści kolorytu. Jest jeszcze przyjaciel Sunny'ego, Satja.
Sonia i Sunny studiują w Stanach i tam chcą zostać. To marzenie ich rodzin, które od początku wychowywały swoje dzieci w duchu zachodnim. Oboje są zwesternizowani, a Sunny do tego stopnia, że słabo mówi w hindi, jego językiem jest angielski. Wyobrażenia rodziców o życiu dzieci w raju, bo tak jawią się im Stany, daleko odbiegają od ich codzienności.
Sunny po studiach mieszka wprawdzie w Nowym Jorku, pracuje w dużej gazecie, ale trudno go nazwać dziennikarzem, wykonuje podrzędną pracę i marzy, żeby się wybić, chociaż brakuje mu pomysłu na siebie. Ma amerykańską dziewczynę, o czym boi się powiedzieć matce, a nie wie, że spełniłby jej marzenie. Bo ona, kobieta mająca wielkie mniemanie o sobie, która zobaczyła trochę świata, najchętniej zamieszkałaby też w Ameryce. Tym bardziej, że w Delhi czuje się samotna. Z rodziną nieżyjącego męża jest w sporze, przyjaciółki się rozjechały, jej cały świat to zarządzanie służbą.
Sonia kończy studia i szuka sposobu, aby zostać w Stanach. Nie jest to łatwe, musiałaby znaleźć sponsora, kogoś, kto da jej legalną pracę, co umożliwi przedłużenie pobytu i staranie się o zieloną kartę, której posiadaczem staje się w pewnym momencie Sunny.
W czasie jednej z rozmów telefonicznych rodzice Sonii orientują się, że ich córka czuje się w Stanach bardzo samotna i postanawiają ją wyswatać. A kto byłby najlepszym kandydatem? Mieszkający tam wnuk pułkownika, znajomego dziadków Sonii, czyli, czego łatwo się domyślić, Sunny. I tak machina zostaje wprawiona w ruch. Jego krewni nie są zachwyceni tym pomysłem, bo czują się lepsi od jej rodziny, jednak aby nikogo nie urazić, matka przekazuje tę wiadomość synowi. Ale zanim dojdzie do spotkania i coś między nimi zaiskrzy, upłynie wiele czasu, bo Sunny ma tę amerykańską dziewczynę, a Sonia w międzyczasie zakochuje się w dużo starszym od siebie, bogatym, ekscentrycznym, tajemniczym malarzu i całkowicie się mu podporządkowuje.
To zaledwie zarys wielowątkowej rozbudowanej akcji powieści. Bo chociaż Sonia i Sunny są tu najważniejsi, to niebagatelną rolę odgrywają też jej rodzice, jego matka, a nawet jego przyjaciel. Płynie czas, śledząc losy bohaterów przenosimy się z miejsca na miejsce. Czego tu nie ma - Delhi, Allahabad, Goa, himalajski region Indii, różne miejsca w Stanach, a nawet Meksyk i Wenecja.
Na co w takim razie w tej mnogości zdarzeń, bohaterek i bohaterów, problemów zwróciłam szczególną uwagę?
Przede wszystkim ogromną przyjemność sprawiło mi czytanie tych fragmentów, których akcja rozgrywa się w Indiach. Obserwacja życia domowego bohaterek i bohaterów, ich relacji z służbą. Autorka patrzy na nich z sympatią, a jednocześnie nie oszczędza. Kłuje ostrzem ironii. Pokazuje ich poczucie wyższości, naiwność, życie marzeniami i wyobrażeniami, pewną niepraktyczność wynikającą z tego, że nieźle się im powodzi, co wpędza ich czasem w poważne kłopoty. To ludzie w dużej mierze zwesternizowani, noszący w sobie zupełnie nieprawdziwy obraz mitycznego Zachodu. Wszystko co europejskie, szczególnie amerykańskie, jest lepsze.
Wśród młodych Hindusów, którzy osiedlili się na stałe w Ameryce, fundowanie rodzicom rejsu na Alaskę bylo czymś w rodzaju chwilowej mody, sposobem, by pozwolić im doświadczyć przez tydzień tego, czym obdarzyli swoje dzieci na całe życie - rozkoszy, jaką daje możność udawania, że nie jest się Hindusem i że Indie nie istnieją. Gdzieżby indziej mogli oglądać tylu białych ludzi i podziwiać tyle pustych białych pejzaży, by dojść do takiego przekonania? Najdziwniejsze było to (...), że to dążenie do ucieczki przed Indiami wydawało się patriotyczne: jeśli jesteś godnym Hindusem, stajesz się Amerykaninem.
A jednocześnie bardzo mocno zanurzeni są w indyjskiej rzeczywistości. To stanie w rozkroku pomiędzy Indiami a Zachodem pogłębia się z każdym pokoleniem, powodując coraz większe problemy. Ojciec Sonii, Papcio, nie czuje więzi ze swoją matką, Ba, bo nauka w angielskiej szkole skutecznie go wykorzeniła.
Nigdy nie przesiadywali razem na allahabadzkiej werandzie, nie rozmawiali o niczym innym niż posiłki i pogoda. Co więcej, nie mieli języka, którym mogliby się porozumiewać, bo on nie mówił biegle po gudźaracku, a ona po angielsku, a papciowy hindi nie był na tyle dobry, by mógł się zmierzyć z jakąkolwiek złożonością. Gdy wracał na ferie z Doon School, miał wrażenie, jak gdyby był gościem z wyższych sfer, a matka niewykształconą wieśniaczką z części kraju, której nigdy nie widział.
Z kolei Sonia i Sunny nie czują się dobrze ani w swoim ojczystym kraju, ani w Stanach, w których studiują i mieszkają. Chcą być jak Amerykanie, odciąć się od swoich rodaków, których tu w Ameryce się wstydzą i unikają.
Zgrabnie doprowadził do ust trójkąt frittaty i przeżuwał mocno z zamkniętymi ustami, by umieścić siebie w odpowiednio kulturalnej odległości od rodaków, by dowieść dobrymi manierami przy stole, znajomością hiszpańskich potraw i zrozumieniem dla podróżujących kobiet, że nie jest taki jak ci mężczyźni spotykani na każdym rogu w Indiach, gapiący się pożądliwie, zwierzęco, jak gdyby nie byli ludźmi, na kobiety, których nie uważali za istoty ludzkie.
Stąd dojmujące poczucie osamotnienia. Dotyka ono także innych imigrantów. Satji, przyjaciel Sunny'ego, zdecyduje się na aranżowane małżeństwo, bo chce mieć żonę Hinduskę.
Sunny, ja chcę po prostu wrócić wieczorem do domu, pogadać w kuchni z kimś, kogo rozumiem i kto rozumie mnie ...
Sunny, który przez pewien czas jest w związku z Amerykanką, napotyka problemy, których stara się nie dostrzegać. Wierzy, że uda się pokonać różnice kulturowe. Dzięki temu związkowi czuje się lepszy, bardziej amerykański. Tak naprawdę oboje wiele przed sobą ukrywają i wstydzą się swoich rodzin. On zaborczej, zadzierającej nosa matki, ona konserwatywnych republikańskich rodziców mieszkających w Kansas pośrodku niczego.
Ulla wcześniej prosiła Sunny'ego, żeby nie wypowiadał żadnych pozytywnych uwag o socjalizmie, Jimmym Carterze ani nawet Billu Clintonie. Nie powienien wychwalać służby zdrowia na Kubie czy w Szwecji. Nie powinien wyrażać zdziwienia tym, że kobiety głosują na republikanów. Nie powinien poruszać - w żadnym wypadku - tematu broni palnej. Zawczasu poinformowała rodziców, żeby nie ujawniali, że są właścicielami pięciu sztuk broni palnej zamkniętych na klucz w piwnicy. Że sama Ulla w dzieciństwie polowała na dzikie indyki i była lepszym strzelcem niż ojciec. Zabroniła im zadawać pytań o to, czy krowy są święte i czy Hindusi wciąż mieszkają w lepiankach.
Rodziny Sonii i Sunny'ego nie zdają sobie sprawy, z czym ich dzieci się mierzą. Kiedy Babita odwiedzi syna, nie będzie mogła zrozumieć, dlaczego mieszka w dzielnicy, w której żyją tylko imigranci, zwłaszcza kolorowi. Inaczej wyobrażała sobie jego życie na tym uwielbianym Zachodzie. Ona, czująca się kimś wyjątkowym nawet w Indiach, z pogardą i zgrozą będzie patrzyła nie tylko na sąsiadów syna, ale na wszystkich kolorowych.
Uważała, że czarnoskórzy stoją niżej w hierarchii niż brązowoskórzy. (...) ... gdy na jarmarku ulicznym z okazji Cinco de Mayo kilka razy szturchnięto Babitę spoconym łokciem, i wykrzyknęła: "Wyobrażasz sobie, co by się stało, gdyby to towarzycho tutaj dorwało się do władzy?". Komentarz ten ujawniał, że jej zdaniem brązowoskóra ludność latynoska też stoi niżej w hierarchii niż brązowoskórzy Hindusi.
Jednocześnie Babita zda sobie sprawę, że wychowywanie dzieci na obywateli świata, westernizowanie ich za wszelka cenę to pułapka. Bo kiedy już ułożą sobie życie w tej mitycznej Ameryce czy na innym Zachodzie, zapominają o rodzicach, nie czują się zobowiązani do opiekowania się nimi. Rwą się wielopokoleniowe tradycyjne więzi w indyjskich rodzinach. Dlatego czuje się samotna. A Sunny rzeczywiście się od niej oddala i opędza. Wstydzi się jej poglądów wyrażanych bez zahamowania, jej poczucia wyższości i zachowania.
Powiedziała: "Ci Chińczycy tak śmiesznie biegają. O, patrz, jak ta Chinka zasuwa do autobusu". I potwornie się pokłócili. (...) Ale w ten właśnie sposób Babita podtrzymywała w sobie poczucie wyższości w wielkim świecie. Sunny przyswoił sobie odwrotną sztuczkę: podtrzymywał swoje poczucie wyższości, wypowiadając potworne rzeczy o białych. Babita uważała w duchu, że to niezbędny kompromis, gdy się wyjeżdża na Zachód. Nie możesz być sobą - Wielkim, Złym, Wolnym Sobą - a z drugiej strony czekają cię przyjemności nie do pogardzenia, na przykład grillowany łosoś we francuskim bistro o egzotycznej jesiennej porze.
To właśnie zderzenie świata Indii ze światem Zachodu, wzajemne przyglądanie się, ten splot poczucia wyższości i winy, pogardy i poprawności politycznej są wielkim tematem tej powieści. Bo autorka nie oszczędza też białych Amerykanów czy szerzej białych ludzi Zachodu. Im też się dostaje.
W skrytości ducha [Sunny] uważał, że ta kobieta ma nie lada tupet, skoro opuściła swoje nowojorskie mieszkanie - niewątpliwie wyposażone w kuchenkę, mikrofalę, toster, lodówkę, blender, ekspres do kawy, suszarkę do włosów, odkurzacz, telewizor, komputer, sprzęt grający, grzejnik, wentylator, klimatyzację, bojler, piec, a pewnie też i rower lub samochód - i namawiała Hinduski do gotowania ryżu w tekturowym pudełku przykrytym srebrnym papierem odblaskowym, ażeby zapobiec wycinaniu lasów i zmianom klimatycznym.
Kraje, które zezwalają na imigrację tych, którzy mają dość pieniędzy, by sobie kupić do niej prawo, przyjmują przestępców z całego świata. Co prowadzi do pytania: dlaczego Nową Zelandię lub Kanadę ma się uważać za kraje bez skazy, podczas gdy dotkniętych biedą policjantów, urzędników i bandytów porzuconych krajów - Indii, Chin, Brazylii - uważa się za skorumpowanych, bo biorą łapówki, by zapomnieć, że widzieli to, co widzieli, że słyszeli to, co słyszeli, że czuli nosem to, co wywęszyli?
Powiedział:
- Pociąg, który się spóźnia i psuje w uroczy sposób jest włoski. Pociąg, który się psuje w sposób nieuroczy, jest indyjski. Lenistwo w Indiach jest w najwyższym stopniu irytujące i wywołuje niechęć. We Włoszech świadczy o umiejętności korzystania z przyjemności życia. W tratorii blask świec tworzy romantyczną atmosferę. W Indiach równa się awarii prądu i wystawia romantyzm na próbę.
Niby to wszystko bardzo indyjskie, a przecież w tych wszystkich mechanizmach, o których pisze w swojej powieści Kiran Desai, możemy odnaleźć też swoje odbicie. Czyż i my mieszkając na Zachodzie lub go odwiedzając, nie unikaliśmy naszych rodaków? Czy się ich nie wstydziliśmy? Czy i my nie zadzieramy nosa? Czy nie mitologizowaliśmy Zachodu, a zwłaszcza Ameryki? Czy będąc tam, nie chcieliśmy być jak oni? Czy i w nas nie miesza się poczucie wyższości ze wstydem, że jednak nie dorastamy?
Ale to nie wszystko, co oferuje nam ta monumentalna powieść. Pobrzmiewają tu także echa dramatycznych wydarzeń z najnowszej historii Indii spowodowanych konfliktami między hindusami a muzułmanami, dające o sobie znać do dziś skutki podziału na Indie, Pakistan i Bangladesz. Mocno wybrzmiewają klasowe podziały i wynikające z tego problemy.
Nie ma gorszej trwogi niż uświadomienie sobie słabości chlebodawcy, na którego siłę się zdajesz, bo sam jesteś bezsilny.
Bardzo ważnym tematem jest też opowieść o różnych drogach, jakimi podążają dzisiaj Hinduski. Jedne żyją życiem tradycyjnym, całkowicie podporządkowane mężczyznom i rodzinom - tu szczególnie przejmujący jest los ciotki Sonii - inne miotają się, szukając samodzielności, bo albo są do niej zmuszone jak samotna Babita, albo mają już dość nieudanego małżeństwa i decydują się odejść od męża jak matka Sonii. Jeszcze inaczej szukają swojej drogi te najmłodsze, zwesternizowane, ale okazuje się, że ani wykształcenie, ani Ameryka nie chronią przed toksycznym związkiem, z którego zakochanej kobiecie bardzo trudno się wyrwać. Na tym nie koniec, bo znajdziemy w tej powieści o wiele więcej.
No i przede wszystkim jest opowieść - bardzo ciekawa, wielowątkowa historia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz